Pegg ma problem...

Każdego z nas dopada chwila smutki, melancholii. Potrzebujesz pomocy, wsparcia lub po prostu chcesz się wyżalić? Nie duś tego w sobie, to niezdrowo. ;-) Pomożemy, poradzimy, wesprzemy.
ODPOWIEDZ
Peggy_Brown
Marzyciel
Posty: 8625
Rejestracja: 02 maja 2009, 21:11

Pegg ma problem...

Post autor: Peggy_Brown » 13 sie 2017, 18:41

Powracam do Was i mam nadzieję regularniej pisać :)
Wszystko w zależności od tego, jak mi się teraz życie poukłada.
Wiem, że nie zaczyna się zdań od słynnego "No więc", ale w tym wypadku nie znajduję innych słów. No więc mam problem ze sobą. Jak wielu z was (a może już nie tak wielu) wie, bieganie było moją największą pasją i zaczęłam przygotowania do półmaratonu. Tak, było i zaczęłam, a później się posypało. Jakoś tak się stało, że bieganie przestało być częścią mojego życia, zamiast wyjść na trening wyszłam coś zjeść i tak powstały nadprogramowe kilogramy. Przechodziłam już proces odchudzania i wiem jaki jest trudny, ale żeby były efekty trzeba iść w zaparte. No ale właśnie to pójście w zaparte nie wychodzi. Chcę powrócić do biegania, ale moja kondycja jest tak słaba, że już szkoda mówić. Zaczęłam od ćwiczeń w domu i przy każdym treningu beczę jak głupia, bo widzę jaką sobie wyrządziłam krzywdę tym moim sposobem życia. Nie potrafię cieszyć się z przebiegniętego kilometra, ani z wykonanego treningu, bo w głowie mam obraz mnie, która prawie ten głupi półmaraton przebiegła, a teraz 5 kilometrów stanowi wyzwanie. Niby jakieś postępy robię, bo zrzuciłam już kilka centymetrów, ale największe wyzwanie stanowi moja kondycja. Do tego wyjście na trening staje się trudniejsze, bo w głowie mam jakąś blokadę. Do tego jak biegam sama to źle, bo jakoś trudno, biegam z facetem - źle, bo wiem, że go spowalniam, a sam ma lepsze wyniki. Jak mówi, nie liczy się wynik, a czas spędzony ze mną. Nie motywuje mnie tym, że ulega moim postojom czy wolnemu tempu, a ja potrzebuję kogoś kto mi nie pobłaża. Potrzebuję porządnego kopa w dupę, bo inaczej zgnuśnieję. Ale jak to zrobić, jak na samą myśl już się wie, że trening będzie do bani bo rok temu było 15 km a teraz ledwo 5. Do tego inne sfery też mi padają. czuję się źle, nieatrakcyjnie, grubo, dlatego inne sfery u mnie upadły. No narzekam jak głupia, zamiast wziąć się do roboty. Ale wzięłam się, widzę postępy, ale to cholerne bieganie tak boli...

Wiem, ponarzekałam. A od narzekania się samo nie zrobi. Jeszcze las mi się zawalił, nie ma lasu, w którym biegałam zawsze, bo przeszedł armagedon przez moją miejscowość i już nic nie zostało. Piszę do Was, bo tu też się znalazło wielu sportowców zawodowców, czy amatorów. Może pomożecie, bo już nawet moje stare medale krzyczą, że chcą nowych do kolekcji, a mi nawet głupio będzie teraz stanąć na linii startu.

Awatar użytkownika
Borcejn
Smyraj suty
Administrator
Posty: 754
Rejestracja: 04 mar 2012, 18:02
Płeć: Kobieta
Kontakt:

Re: Pegg ma problem...

Post autor: Borcejn » 13 sie 2017, 21:23

Czemu nie jeździsz na rowerze? Jak się jest ciężkim, to częste bieganie jest niezdrowe. Jak się jest chudym, to też. W ogóle bieganie jest ch... może to nie jest tragedia, tylko okazja do znalezienia sobie nowej, ciekawszej pasji?

No i nie załamuj się. Podejrzewam, że nie masz jeszcze 40 lat, więc szybko wrócisz do formy.
https://hostido.pl/polecam/WWW-COUT-PL

Awatar użytkownika
Patorek
Spełniacz Marzeń
Posty: 4865
Rejestracja: 22 lis 2011, 11:44
Imię: Twoje marzenie

Re: Pegg ma problem...

Post autor: Patorek » 13 sie 2017, 21:46

Normalnym jest w życiu każdego sportowca, że szczytowa forma nie jest wieczna. Innymi słowy na przykładzie własnej osoby - sama widziałaś zdjęcie w innym temacie ze szczytu mojej formy na ten rok. Teraz mam okres luźniejszy, okres roztrenowania(nie trenuje wcale) i nie wyglądam tak jak wtedy. Dla mnie to jest jeden z elementów w cyklu przygotowań całorocznych, ale nawet dla osoby, która nie podchodzi do tego w taki sposób jak ja okres luźniejszy jest jak najbardziej potrzebny. Wcześniejsze rezultaty do których teraz nam daleko powinny być dodatkową motywacją i granicą do przebicia, a nie czymś co nas dołuje. Skoro raz nam się udało to osiągnąć, dlaczego nie zrobić tego znowu? Owszem to nie jest łatwe i wymaga pewnego reżimu, ale nic co jest warte czegokolwiek nie przychodzi łatwo.

Peggy_Brown, pamiętaj to żaden wstyd upaść, wstydem jest mieć pragnienie, a mimo to nic z tym nie robić i narzekać. Wierze, że się zbierzesz, dasz radę, zawsze do przodu!:)

Peggy_Brown
Marzyciel
Posty: 8625
Rejestracja: 02 maja 2009, 21:11

Re: Pegg ma problem...

Post autor: Peggy_Brown » 13 sie 2017, 21:56

Patorek, Widziałam, widziałam. Nawet kilka dni temu obserwowałam tak dla znalezienia w sobie większej motywacji i mówię sobie "Patrz, to jest do zrobienia". Poczułam, że przykład kogoś znajomego mnie bardziej zmotywuje i kilka osób obserwowałam. A jak masz ten okres roztrenowania to nie widzisz w sobie gorszej sylwetki? Wiem, że to u sportowców jest wymagany okres, ale zastanawia mnie jakie odczucia temu towarzyszą.
Patorek pisze:Wierze, że się zbierzesz, dasz radę, zawsze do przodu!:)
Też wierzę, ale jak sobie myślę, gdzie mogłam być teraz jakbym wtedy nie odpuściła to jest gorzej.
Borcejn pisze:Czemu nie jeździsz na rowerze? Jak się jest ciężkim, to częste bieganie jest niezdrowe.
Bo rower to nie to samo. Rower nie uwalnia ze mnie całego stresu, złości i frustracji. Co do ciężkości to się zgodzę, teraz jest gorzej bo mam do zgubienia kilka kilogramów i nogi mają co robić, by nadążyć.
Borcejn pisze:ciekawszej pasj
Czy ciekawszej to nie wiem. Rower wg mnie nie jest ciekawszy. Jest uzupełnieniem ale nie zastąpi mi biegania.
Borcejn pisze:Podejrzewam, że nie masz jeszcze 40 lat, więc szybko wrócisz do formy.
No tak, nie mam. zostało mi kilka lat do 30 więc pewnie wrócę, ale w kwietniu chcę wystartować w półmaratonie i nie wiem czy dam radę. Dlatego wszystko się tak skumulowało.

Usunięty 6091

Re: Pegg ma problem...

Post autor: Usunięty 6091 » 14 sie 2017, 7:43

Nie biegam więc nie odniosę się bezpośrednio do biegania, ale jeżdżę na rowerze. Ja np. kiedyś jeździłam po 30-50 km dziennie. Zaliczyłam również setkę. Rower to ogólnie moje drugie życie, jeżdżąc czuję radość i spełnienie. Jak mam jakiś problem to idę pojeździć. Było tak od zawsze. Tylko że zdarzały mi się przerwy, też przytyłam i też co raz częściej pojawiała się myśl: aaa... nie chcę mi się, jestem zmęczona, jest za gorąco, za zimno, za coś tam. Strasznie upadłam nisko. Teraz wystarczy że przejadę 2 km i jestem czerwona jak burak. Spocona jak prosiak. Zziajana jak po jakimś morderczym treningu. Zawsze wtedy się gnoję w myślach i mówię, to niemożliwe, ja?? To inni ludzie zawsze są czerwoni jak jeżdżą na rowerze, ale nie ja! Albo: ale mam słabą kondycję, matko jak ja się zapuściłam. Tylko że to nie pomaga, wręcz dobija mnie to jeszcze bardziej. Zatem spuściłam z tonu. I zaczęłam się cieszyć z każdego przejechanego metra, z każdego kilometra, z każdych 15-20km. Nie wymagam od siebie za dużo, wolę sobie powiedzieć inaczej. Np. dzisiaj przejeżdżam 40km. Nie, tak nie. Wolę powiedzieć dzisiaj przejeżdżam 20 km, jak zrobię 22 to "skaczę" ze szczęścia. Moja forma sprzed paru lat chyba już nie wróci. I nie chcę za wszelką cenę do niej wrócić. Rozumiem, że bierzesz udziały w konkursach, masz medale, jest w Tobie chrapka na kolejne, ale nie zatrać tego ducha którego masz w sobie, że bieganie daje Tobie to co mnie jazda na rowerze. Bo wtedy to już jest najgorzej. Kaplica murowana, nie biegasz dla siebie, tylko dla medalu. Nie biegasz wesoła, uśmiechnięta, radosna tylko dla treningu. Bo maraton, bo półmaraton, bo trzeba schudnąć, bo coś tam. Bo chłopak biegnie lepiej, bo Ty jesteś taka i owaka. Nie. Skończ z tymi myślami i nie umniejszaj sobie. Jesteś super i świetna. Serio.

Awatar użytkownika
Patorek
Spełniacz Marzeń
Posty: 4865
Rejestracja: 22 lis 2011, 11:44
Imię: Twoje marzenie

Re: Pegg ma problem...

Post autor: Patorek » 14 sie 2017, 8:04

Peggy_Brown, oczywiście, że to nie jest komfortowe, sylwetka zmienia się na gorsze, jeszcze jak dietę popuścimy to w ogóle. U mnie w tej chwili teraz też tak jest, ale nie martwię się, bo wiem jak łatwo wrócić do formy jak wie, co się robi, a zaczynam już od września. :)

Leah P
Marzyciel
Posty: 1017
Rejestracja: 02 gru 2015, 19:46
Imię: Leah
Płeć: Kobieta

Re: Pegg ma problem...

Post autor: Leah P » 14 sie 2017, 16:28

Bo rower to nie to samo. Rower nie uwalnia ze mnie całego stresu, złości i frustracji. Co do ciężkości to się zgodzę, teraz jest gorzej bo mam do zgubienia kilka kilogramów i nogi mają co robić, by nadążyć.
Z tego co piszesz to bieganie raczej nie uwalnia z ciebie teraz stresu i zlosci, a tylko jej przysparza, wiec ja bym pomyslala nad jakims innym sportem do momentu az poczujesz sie na tyle silna, by do tego wrocic.

Sama mam teraz podobny problem. Po pol roku na silowni znowu zaniedbalam ten temat i przestalam chodzic w ogole. Na szczescie spedzilam miesiac w Albanii, gdzie nie jadlam zadnego smieciowego jedzenia i slodyczy (bo po prostu ciezko dostac), ale juz widze ze w tym tygodniu przesadzilam z takimi rzeczami, a na silce mnie nie widac.

Peggy_Brown
Marzyciel
Posty: 8625
Rejestracja: 02 maja 2009, 21:11

Re: Pegg ma problem...

Post autor: Peggy_Brown » 14 sie 2017, 18:48

Leah P pisze:Z tego co piszesz to bieganie raczej nie uwalnia z ciebie teraz stresu i zlosci, a tylko jej przysparza, wiec ja bym pomyslala nad jakims innym sportem do momentu az poczujesz sie na tyle silna, by do tego wrocic.
W ten sposób nie spojrzałam. Chociaż miałam myśli, że może zacznę fitnes i jak zgubię kilka kilo to łatwiej mnie nogi poniosą na bieganiu. A później sobie powiedziałam "e tam, jedno i drugie możesz łączyć, szybciej wrócisz do formy". Ale może coś w tym jednak jest, by nie spinać się na siłę i inaczej spojrzeć na całość. Dziękuję :)

Patorek, to już niedługo. Faktycznie głowa jest w tym najważniejsza. Spróbuję inaczej do tego podejść.

Mia, Dzięki za te słowa. Chociaż w części się nie zgodzę. zeszłoroczne starty dawały mi samą frajdę, do czasu. Właśnie w tym roku przyszedł kryzys i startowałam tylko dwa razy. A wszystko zaczęło się właśnie od tego, że znajomi są lepsi, mają lepszy wynik. W pracy też kilka osób osiąga sukcesy na zawodach i tak mi trochę się przykro zrobiło. Więc chciałam lepiej, a jak nie wychodziło to głupi sport. Może faktycznie odpuszczę na jakiś czas wyniki i zrobię to dla przyjemności. A wszystkich, którzy mnie namawiają na 15 km za 1,5 miesiąca rozstawię w kąty. Oni chyba myślą, że ja to wykonam. Taa, przebiegnę ale bez tego efektu WOW. To bez sensu.

Wielkie dzięki dla Was :serce:

Awatar użytkownika
cayman
Extra marzyciel
Posty: 553
Rejestracja: 07 gru 2010, 20:20

Pegg ma problem...

Post autor: cayman » 22 kwie 2020, 9:07

Witaj Aniu..jedyny problem jaki widze po przeczytaniu twoich wypowiedzi ,to problem z akceptacją samej siebie..zanim wrócisz do biegania musisz poukładać sobie w głowie....dobrze wiesz ile mam lat i dlatego ja łączę kilka sposobów rekraacji razem aby był efekt....u mnie jest to rower, siłownia i basen..nie będę ci tutaj dawał rad ani namawiał do czegokolwiek..to musi być twój wybór i twoje zaangażowanie..pozdrawiam andy

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości