Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Seks od dawna nie jest tematem tabu. Pojawia się wszędzie - w życiu, w telewizji, a szczególnie w Internecie, dlatego porozmawiajmy o nim i o naszych doświadczeniach.
Możliwość postowania tylko dla aktywnych userów!
ODPOWIEDZ
Usunięty 5545

Re: Udany związek ale bez seksu...

Post autor: Usunięty 5545 » 18 sty 2018, 20:29

Rachel pisze:lostintranslation, To zbyt poważny temat abyś na forum uzyskała na to odpowiedź. Musicie wybrać się do seksuologa, ot co. Z tego co piszesz problemy trwają od dłuższego czasu więc do boju.. Może po prostu nie pociągasz swojego partnera. Nie myślałaś o tym?

Rachel, chyba nie przeczytałaś co napisalam w ostatnim komentarzu do tego posta ;)
On od miesiąca wykazuje zainteresowanie rozpoczęciem współżycia. Problemem jest teraz to, że to u mnie tym razem libido spadło. Rzadziej mam ochote na igraszki z nim niż kiedyś. Czasem bardzo mnie pociąga i mam ochote to z nim zrobić, innym razem nie mam na to ochoty, bo czuje, że nie jest już dla mnie tak atrakcyjny jak kiedyś. I pytanie brzmi - co Wy robiłyście w podobnych sytuacjach, bo to naturalna kolej rzeczy, że z czasem pożądanie wobec partnera spada.

Usunięty 6699

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 6699 » 18 sty 2018, 20:39

lostintranslation pisze: bo to naturalna kolej rzeczy, że z czasem pożądanie wobec partnera spada.
Nie wiem czy to takie naturalne...
To może już problem siedzi głębiej? W uczuciach?

Usunięty 5545

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 5545 » 18 sty 2018, 23:30

Rachel pisze:
lostintranslation pisze: bo to naturalna kolej rzeczy, że z czasem pożądanie wobec partnera spada.
Nie wiem czy to takie naturalne...
To może już problem siedzi głębiej? W uczuciach?
Chcesz w takim razie powiedzieć, że w Twoim związku cały czas był ten sam poziom chemii, co na początku? ;p i że partner cały czas był tak samo atrakcyjny dla Ciebie?

Usunięty 6699

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 6699 » 19 sty 2018, 17:34

Moje związki to moja prywatna sprawa i nie muszę się z tego spowiadać na forum.....
Skoro Twój partner nie jest dla Ciebie atrakcyjny to nikt Ci nie pomoże tego zmienić. Z nim musisz o tym dyskutować.

Usunięty 5545

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 5545 » 19 sty 2018, 20:26

Wystarczyło odpowiedzieć tak lub nie. Bez wchodzenia w szczegóły ;) i nie traktuj tego co tu pisze zero jedynkowo, bo nic w życiu takie nie jest. Nie napisałam, że partner zupełnie jest dla mnie nieatrakcyjny. Wszystkie pytania kierowane tutaj do Was wynikają z tego, że wielu z Was ma większe doświadczenia w związkach niz ja, bo to dla mnie pierwszy związek i wszelkie problemy, które się pojawiają w nim sa dla mnie nowe.

Awatar użytkownika
Iluminacja
Newbie
Posty: 3245
Rejestracja: 28 maja 2011, 11:26
Płeć: Kobieta
Lokalizacja: bułgarskie centrum chujozy

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Iluminacja » 20 sty 2018, 21:04

lostintranslation, Skoro, nie jest dla Ciebie zupełnie nieatrakcyjny to nie jest to chyba, aż tak duży problem. W każdym razie jeśli masz takie wahania i nie dotyczą one tylko tego, że czasami spada Ci libido(co w sumie chyba nie jest jakieś niezwykłe), ale jak napisałaś tego, niestabilności w obrazie partnera. To problem leży raczej po Twojej stronie i nie chodzi o to by podać Ci sposób, co się wtedy robi. Bo po pierwsze, nie ma czegoś uniwersalnego. Po drugie musisz dojść do tego w czym tak naprawdę tkwi problem. No bo coś jest nie halo, a zamiatanie tego niczemu nie służy. Myślałaś, żeby właśnie iść do seksuologa czy psychologa, jak ktoś zasugerował?
W ogóle to nie wiem o co się właściwie obrażasz, nie wprost, ale to widać. Najpierw piszesz o problemie, a później go umniejszasz i bronisz.(?)

Awatar użytkownika
Pawian
Marzyciel
Posty: 3706
Rejestracja: 08 sty 2013, 19:23
Płeć: Kobieta

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Pawian » 27 sty 2018, 20:00

lostintranslation, Nie wiem, po 10 latach razem nadal pieprzymy sie po wszystkich katach w domu. Sama z siebie czesto wygladam atrakcyjnie i mam podkreslone kobiece atuty w swoim wygladzie, wiec moze to tez kwestia tego, ze wygladam jak obiekt seksualny dla swojego faceta.

Awatar użytkownika
Melancthe
Newbie
Posty: 1733
Rejestracja: 28 paź 2010, 13:18
Imię: Wioletta
Płeć: Kobieta
Lokalizacja: Wien

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Melancthe » 30 sty 2018, 16:29

lostintranslation, zmien partnera i po klopocie

Usunięty 6699

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 6699 » 30 sty 2018, 20:35

Melancthe, No tak...jedyne rozwiązanie. Bo wygodnie się kogoś pozbywać zamiast cokolwiek naprawić, ulepszyć, postarać się? gratuluje podejścia ^^

Usunięty 5545

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 5545 » 30 sty 2018, 23:29

Rachel pisze:Melancthe, No tak...jedyne rozwiązanie. Bo wygodnie się kogoś pozbywać zamiast cokolwiek naprawić, ulepszyć, postarać się? gratuluje podejścia ^^
Popieram, Rachel. To jest trudniejsze tym bardziej gdy pod wieloma względami jesteś dopasowana z tym partnerem poza tym jednym. Trzeba też brać pod uwagę, że z innym facetem może nie bedzie tego problemu co tutaj, ale będzie mnóstwo innych, większych? Dlatego lepiej spróbować naprawić niż wyrzucić i sięgnąć po nowe.

Usunięty 6699

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 6699 » 31 sty 2018, 21:00

lostintranslation pisze: Dlatego lepiej spróbować naprawić niż wyrzucić i sięgnąć po nowe.
No jasne. Do boju! :przytulas:

Usunięty 6091

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 6091 » 06 lut 2018, 23:33

lostintranslation pisze:boję się, że z tego powodu kolejny rok beda trwały próby podjęcia współżycia.
Trudno, rok to nie 40 lat. Przeżyjesz. Musisz dalej w to brnąć, to jest Twój krzyż. Tyle jesteś już przy jego boku, to wytrzymasz kolejne tygodnie, miesiące, lata, przecież go kochasz. I jesteś w stanie dla niego zrobić wszystko, tylko czy on jest w stanie zrobić dla Ciebie wszystko? Ale to nie jest ważne. Najważniejsze że go kochasz i zrobisz wszystko żeby z nim być.

Usunięty 5545

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 5545 » 07 lut 2018, 19:33

Mia pisze:
lostintranslation pisze:boję się, że z tego powodu kolejny rok beda trwały próby podjęcia współżycia.
Trudno, rok to nie 40 lat. Przeżyjesz. Musisz dalej w to brnąć, to jest Twój krzyż. Tyle jesteś już przy jego boku, to wytrzymasz kolejne tygodnie, miesiące, lata, przecież go kochasz. I jesteś w stanie dla niego zrobić wszystko, tylko czy on jest w stanie zrobić dla Ciebie wszystko? Ale to nie jest ważne. Najważniejsze że go kochasz i zrobisz wszystko żeby z nim być.
Mia, Twoja wypowiedź bardzo trąci ironią ;) i chyba insynujesz, że ten zwiazek to moja obsesja, a tymczasem ja tylko próbuje wspólnie naprawić jedyną rzecz, która między nami nie gra.
Owszem to partner, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł (poza tematem wspomnianego seksu, ale jak zobaczylam ostatnio po sobie nie zawsze to jest zalezne od nas) i wiem, że zawsze moge na nim polegać. Wiele razy dał mi tego dowód od mniejszych po wieksze rzeczy. Nie bede sie tu wiele rozpisywać, musialabyś go poznać i być z nim ten czas co ja, moge sobie pisać, a Ty tak pewnie bedziesz sobie myśleć swoje:P Pukać dzień i noc partnerke to nie jest sztuka, sztuką jest trwać z nią w zdrowiu i biedzie, po prostu wspierać ją na każdym kroku. Mam szczęście mieć przy sobie taką osobe. Pewnie, że łatwo powiedzieć sobie "do widzenia", o wiele trudniej powalczyć o zwiazek, a żaden nie jest usłany tylko różami.

A jeśli chodzi o mój stosunek do seksu z nim, ktory ostatnio sie pogorszył - wróciło do normy i wiem, że ciagle mi na nim zależy, jak i na seksie z nim. Widać był to mój chwilowy kryzys. Ten rok to już maksimum mojej cierpliwości w tej materii, jeśli dalej nie bedzie ok, to już niestety rozstanie pozostanie... Przynajmniej bede miala czyste sumienie, że zrobilam wszystko co mogłam.Nie zawsze nasze same checi wystarczą by bylo dobrze...

Usunięty 6091

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 6091 » 08 lut 2018, 23:30

Gdyby to była ironia to dodałabym jakiś głupkawy uśmieszek, albo zaznaczyła że to ironia. Ja doskonale rozumiem, że nie każdy związek jest usłany różami i należy powalczyć, tylko wiesz co... trzeba też wiedzieć kiedy odpuścić, trzeba znać swoje granice, a Ty kończysz ten post tak, że w sumie to między wami jest super, ale jak nie będzie ok to wybierzesz rozstanie, to jest jakaś loteria, rosyjska ruletka, czekanie na jakiś dzień, czekanie na coś co prawdopodobnie nigdy się nie wydarzy? To jak to z Tobą jest? Tak jakbyś sama sobie zaprzeczała, że tak naprawdę to Ty z nim jesteś tylko po to żeby uprawiać seks. Jak tego nie będzie to sajonara, mimo że mówisz i piszesz, że
lostintranslation pisze: sztuką jest trwać z nią w zdrowiu i biedzie, po prostu wspierać ją na każdym kroku
Owszem, jak najbardziej się zgadzam, ale sorry, to jest dobra, książkowa definicja dla związków małżeńskich (niekoniecznie tych rocznych, czy tych przed seksem) jesteś przed dziewictwem, on też, wykreowałaś swoją bajkę w głowie, która nie ma absolutnie nic wspólnego z rzeczywistością, wymysliłaś sobie że on będzie Twoim ostatnim aż do końca życia, nie zważając na nic, może on nie jest Ciebie wart? Albo Ty jego? I naprawdę przestań ciągle pisać, że go kochasz i że wiele przeżyliście, ja też przeżyłam mnóstwo różnych rzeczy z różnymi ludźmi, z moimi ex itd. ale trzeba wiedzieć kiedy odpuścić bo możliwe że swojej prawdziwej miłości nie odnalazłaś jeszcze. Brałaś to pod uwagę? Zapewne nie, bo znasz scenariusz swojej wymyślonej bajki i inny facet czy odejście nie wchodzi w grę.

Myślisz że jesteś w porządku? To może pokaż mu ten temat, te posty, niech poczyta, o sobie i o Tobie.

Usunięty 5545

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 5545 » 09 lut 2018, 19:29

Mia pisze:jesteś przed dziewictwem, on też, wykreowałaś swoją bajkę w głowie, która nie ma absolutnie nic wspólnego z rzeczywistością, wymysliłaś sobie że on będzie Twoim ostatnim aż do końca życia, nie zważając na nic, może on nie jest Ciebie wart? Albo Ty jego? I naprawdę przestań ciągle pisać, że go kochasz i że wiele przeżyliście, ja też przeżyłam mnóstwo różnych rzeczy z różnymi ludźmi, z moimi ex itd. ale trzeba wiedzieć kiedy odpuścić bo możliwe że swojej prawdziwej miłości nie odnalazłaś jeszcze. Brałaś to pod uwagę? Zapewne nie, bo znasz scenariusz swojej wymyślonej bajki i inny facet czy odejście nie wchodzi w grę.
Czyli rozumiem, że Ty będąc na moim miejscu (w zwiazku, w ktorym wszystko jest ok, wręcz bardzo dobrze z wyjatkiem seksu, a raczej jego braku, w zwiazku, w którym partner na każdym kroku pokazuje, że mu zależy na Tobie) na tym etapie byś odpuściła?

-- pt 09 lut, 2018 20:56 --
Mia pisze: wiesz co... trzeba też wiedzieć kiedy odpuścić, trzeba znać swoje granice, a Ty kończysz ten post tak, że w sumie to między wami jest super, ale jak nie będzie ok to wybierzesz rozstanie, to jest jakaś loteria, rosyjska ruletka, czekanie na jakiś dzień, czekanie na coś co prawdopodobnie nigdy się nie wydarzy? To jak to z Tobą jest? Tak jakbyś sama sobie zaprzeczała, że tak naprawdę to Ty z nim jesteś tylko po to żeby uprawiać seks. Jak tego nie będzie to sajonara
Gdybym była z nim przez wzgląd na seks, to już bym go dawno zostawiła, prawda? ;)Tymczasem ja już dobre półtora roku jestem cierpliwa i czekam, bo dojrzały związek wymaga cierpliwości i poświeceń, ale masz rację trzeba znać granice i wiedzieć kiedy odpuścić. Zamierzam poczekać jeszcze parę miesięcy. Jeśli seks sie nie pojawi to niestety odejdę. W tym roku mieliśmy planować ślub, bez seksu w zwiazku nie jestem w stanie tego zrobić, bo chce być fair wzgledem niego i siebie.
W odpowiedzi na Twoje pytanie "To jak z Tobą jest?" - kocham go dlatego ciągle z nim jestem, pomimo tego braku, ale jestem tylko człowiekiem, a potrzeba seksu jest jedną z podstawowych i na długą metę jej nie stłumie, stąd zdaje sobie sprawe, że w pewnym momencie mogę pęknąć i już nie dam rady dalej być w tym zwiazku.
Rozwiałam Twoje wątpliwości? :P

-- pt 09 lut, 2018 21:05 --
Mia pisze: możliwe że swojej prawdziwej miłości nie odnalazłaś jeszcze. Brałaś to pod uwagę?
Wiem doskonale, że mogę spotkać faceta, z którym problemu z seksem nie bedzie. Ba, mogę spotkać takich na pęczki. Takich co nawet będą chcieli to zrobić w przeciągu miesiąca :P ale co z resztą? Z innymi kwestiami? Czy spotkam kogoś przy którym bede mogła być po prostu sobą? Bo przy nim tak właśnie jest (a jestem dość specyficzną osobą, outsiderką, nie lubie ludzi, troche aspoleczna, cenię sobie spokój). Stąd u mnie ta chęć walki o ten zwiazek, bo wiem, że trudno bedzie w przyszłości zwiazać sie ponownie z tak dobrze dopasowaną do mnie osobą. Z osobą, ktora zrozumie, że wole spedzać czas we dwoje niż chodzić na imprezy z jego znajomymi, bo sama nie mialam znajomych, z ktorymi moglabym tak chodzić i nie jestem do tego przyzwyczajona i nie czuje już takiej potrzeby. Jest pare takich rzeczy, ktore nie każdy może zrozumieć. Myślę, że gdybyś spojrzała na całą sytuację moimi oczami też byłoby Ci cieżko podjąć decyzję o wcześniejszym odejściu. Z boku bardzo łatwo jest doradzać :p Wszystko wygląda tak prościej, gdy nie jest się w skórze tej osoby. Już wiele razy sie o tym przekonałam.

-- pt 09 lut, 2018 21:23 --
Mia pisze: Myślisz że jesteś w porządku? To może pokaż mu ten temat, te posty, niech poczyta, o sobie i o Tobie.


Nie, nie myślę tak. Ideałem nie jestem, a jeśli pytasz o to czy wie, że zasięgałam porad w necie w naszym temacie to wie :p treści mu nie pokazywałam, bo nie pytał ale nic co tam napisałam nie było zakłamane, więc generalnie nie mam czego ukrywać, wręcz przeciwnie biorąc pod uwagę to jak go broniłam przed Waszymi zarzutami :p

Usunięty 6091

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 6091 » 10 lut 2018, 16:29

lostintranslation pisze:Czyli rozumiem, że Ty będąc na moim miejscu
po 1 nie jestem na Twoim miejscu, ale znam siebie i historie doświadczeń, jeśli gdzieś nie gra, a zrobiłam wszystko co mogłam i dalej jest nic, to zdejmuję czapkę "matki Teresy" i zaczynam nowy rozdział.
To jest bardzo trudne, bo żyjesz w przekonaniu i z nadzieją, że jeszcze poczekasz, bo przecież jest taki "dobry" dla Ciebie. Że już tyle czasu przeżyliście razem, że Cię wspiera, że mu zależy, a Ty naiwnie mu wierzysz w każdą jego nieudolną próbę zbliżenia się do Ciebie. Nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas powie, że zrobi to, jak będziesz już jego żoną. I wiesz co wtedy zrobisz? Zostaniesz. Bo w końcu tyle już czekałaś że skoro się zgodzi na TO, kiedy będziecie po ślubie to czemu nie? Tylko, że to jest droga do donikąd, dlatego napisałam wyżej że sama sobie bierzesz ten krzyż na swoje plecy, że wymyśliłaś sobie, że Ty mu pomożesz, bo dlatego spotkaliście się na tej drodze, bierzesz to na pewniaka, że skoro jesteście tacy sobie bliscy, podobni, to kwestia seksu może spokojnie poczekać, bo przecież w innych aspektach jest super. Tylko zadaję sobie pytanie, kogo chcesz w ten sposób oszukać? Nagle się okazuje że seks przecież nie jest taki ważny, mimo że masz swoje potrzeby, co jest oczywiste i ja to rozumiem. Ale musisz pamiętać, że seks jest istotnie tak samo ważny jak wasze dogadywanie się, omawianie problemów, kłótnie, czy spędzanie czasu razem. Jak nie ma seksu to sypie się związek, są ciągłe oczekiwania i frustracje, nadzieje na coś co się nigdy nie wydarzy itp. A jeśli nawet Twój partner w Twoim kierunku robi jakieś poczynania to go chwalisz pod niebiosa. Serio? I nagle Twoje wątpliwości które miałaś, gdzie się może wahałaś czy zastanawiałaś nad odejściem, sprawiają że tego nie ma, bo on coś tam zrobił w Twoją stronę.

I tak będzie za każdym razem, aż kiedyś dojdziesz do wniosku, że Twoje zaufanie w jego stronę, znacznie słabnie, tak, tak, kiedyś wspomnisz te słowa, ale jeszcze kilka lat przed Tobą.
lostintranslation pisze:Gdybym była z nim przez wzgląd na seks, to już bym go dawno zostawiła, prawda?
Skąd możesz o tym wiedzieć? Jesteś dziewicą, ciężko Ci to ocenić. A poza tym dobry seks z facetem nie oznacza że w relacji się dobrze układa. Czasami jest super seks i kompletne dno, czasami jest super związek ale zero seksu, a czasami jest 50/50 i wtedy jest bardzo okej.
Po prostu dla mnie związek partnerski, gdzie nie ma seksu, jest w nim coś nie halo no i gdzieś leży problem, niekoniecznie musi on tyczyć Twojego partnera, dlatego że seks to jest coś co robicie razem, a tym samym, możliwe że w Tobie tkwi problem. Nikt nie brał tego pod uwagę, bo przedstawiłaś nam historię swoimi oczami, a ja zawsze staram się stać po obu stronach. Zwłaszcza, że on Ci tam mówił, żebyś w przenośni "poczekała i on sam się do Ciebie dobierze" a Ty mu fundujesz prezent w postaci kajdanek. Tak jakbyś nie rozumiała tego co on do Ciebie mówi. Niezbyt fajnie. Ciągle mówisz, że Ty masz swoje potrzeby, ok, ale on też ma swoje i daje Ci tyle na ile jemu się chce. I tu już nie gra. Tu już nie jest halo, mówisz o sobie że masz temperament, pewnie tak jeśli chodzi o petting, ale nie o seks. Możliwe że on w seksie może być wyuzdany, nazywać Cię swoją szmatą, suką itd. Nie wiesz tego, ja też nie. Pewnie teraz pomyślałaś, że na pewno taki nie jest, nieprawdaż?A ja rozważam wszelakie scenariusze, sam fakt że jest on od Ciebie starszy i ma piętno w pamięci z poprzedniego związku, że z tamtą to seks ale po ślubie, on był z nią bardzo długo, a z Tobą jest niecałe dwa lata, także trochę Ci brakuje do tamtej, z miesiąca na miesiąc widzisz jakieś zmiany, teraz planujecie ślub, bo być może chce przyśpieszyć ten 1 raz, on gra w swoją grę przeciwko Tobie, a Ty w swoją. No i sorry, sam fakt, że mówisz że poczekasz kilka miesięcy, ciągle to mówisz, wierzysz w niego że się zmieni, a czy Ty wiesz, że ludzie się nie zmieniają?
lostintranslation pisze:ale co z resztą? Z innymi kwestiami? Czy spotkam kogoś przy którym bede mogła być po prostu sobą? Bo przy nim tak właśnie jest
Nikt nie zna przyszłości, zadowalasz się nim, bo nie wierzysz w to, że są też normalne związki i normalny seks. Nie wierzysz w to po prostu. Nie wierzysz być może nawet w siebie, możliwe że masz niską samoocenę, możliwe że Twój partner też, dlatego wierzysz w to tak bardzo że pasujecie do siebie.
Akurat to jestem w stanie sobie wyobrazić bo mówię, przeżyłam naprawdę sporo różnych rzeczy, ale nie mam zamiaru dopasowywać czegoś tam, do Twojej sytuacji. Na pewno nie byłabym z kimś, kto unika seksu jak ognia, bo pogoniłam takiego faceta, kiedy się dowiedziałam prawdy. Może on spotka kogoś takiego, taką kobietę że dla niej seks nie będzie ważny, ale wiedziałam, że ja nie będę ani zmieniała temperamentu ani kurna siebie, żeby go jakoś zadowolić. Bo wiesz wtedy kto cierpi? My.
lostintranslation pisze:Jest pare takich rzeczy, ktore nie każdy może zrozumieć. Myślę, że gdybyś spojrzała na całą sytuację moimi oczami też byłoby Ci cieżko podjąć decyzję o wcześniejszym odejściu.
Dlatego napisałam wyżej, że z czasem Twoje zaufanie do niego, zacznie słabnąć. Byłam kiedyś na takim etapie, że nikt i nic nie mogło sprawić że odejdę, choć wszyscy wkoło mówili ze ten związek nie ma przyszłosci, ale tkwiłam przy nim, bo mogłam być sobą, bo wiedział o mnie takie rzeczy, że czułam że to jest to, do końca życia. Tylko, że Ci co mówili, to mówili prawdę, a ja nie chciałam w nią wierzyć. Dopiero po paru ładnych latach zakończyłam relację, która serio nie miała prawa bytu. Wiedziałam z czym się to wiążę, ale czułam że czas zacząć nowy etap. Bo wiedziałam, czego chcę, a on mi tego nie da.
No a Twój partner, z Tobą nie zerwie, bo jest mu dobrze, możliwe że nie ma jakiś większych ambicji czy aspiracji, ale Ty masz inne mniemanie, dlatego będzie Ci w tym związku trudno. To Ty z nami piszesz o swoim problemie, nie on o swoim. To Tobie jest ciężko, nie jemu. To Ty stawiasz sobie poprzeczkę, że jak się nic nie zmieni to odpuścisz i to Ty ciągle piszesz że jak odejść to za parę miesięcy. A czemu nie teraz? Co to zmieni? Myślisz że to coś zmieni?
lostintranslation pisze: że zasięgałam porad w necie w naszym temacie to wie
i jak zareagował? Uznaje, że jest to porządku?
lostintranslation pisze:ale nic co tam napisałam nie było zakłamane,
Z Twojego punktu widzenia.
lostintranslation pisze:więc generalnie nie mam czego ukrywać, wręcz przeciwnie biorąc pod uwagę to jak go broniłam przed Waszymi zarzutami
Forum publiczne, najpierw Twój temat wisiał w innym dziale i mógł go przeczytać nawet gość, potem został zmieniony temat i przeniesiony do marzycielskiej erotyki, gdzie jest ograniczony dostęp a co za tym idzie, ani 0 postowiec, ani gość tego tematu nie zobaczy. Dlatego zastanawiałam się, czy pokazywałaś ten temat, po prostu, żeby sobie poczytał i wyraził własną opinię.

Usunięty 5545

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 5545 » 10 lut 2018, 21:20

Mia, na początku, dzięki za tę wypowiedź. Jest takim potrzebnym kubłem zimnej wody wylanym na moją głowę.
Mia pisze: Nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas powie, że zrobi to, jak będziesz już jego żoną. I wiesz co wtedy zrobisz? Zostaniesz. Bo w końcu tyle już czekałaś że skoro się zgodzi na TO, kiedy będziecie po ślubie to czemu nie?
Tego na pewno nie zrobię, tak naiwna nie jestem. Wielokrotnie mu zaznaczałam, że ślubu bez seksu nie wezmę i on zdaje sobie z tego sprawę. On też chyba żyje w błędnym przeświadczeniu, że jak w końcu mnie rozdziewiczy to juz zaczniemy ten ślub planować (czego też nie zrobię i mu mówiłam), a to tak nie działa, bo dopasowywanie sie do siebie w seksie też troche trwa, prawda?

-- sob 10 lut, 2018 22:26 --
Mia pisze: A jeśli nawet Twój partner w Twoim kierunku robi jakieś poczynania to go chwalisz pod niebiosa. Serio? I nagle Twoje wątpliwości które miałaś, gdzie się może wahałaś czy zastanawiałaś nad odejściem, sprawiają że tego nie ma, bo on coś tam zrobił w Twoją stronę.

I tak będzie za każdym razem, aż kiedyś dojdziesz do wniosku, że Twoje zaufanie w jego stronę, znacznie słabnie,
Przyznam, że to głupie.To takie chwilowe zapominanie o problemie, a przecież on cały czas jest. (nie "chwaliłam pod niebiosa", po prostu dawalam mu do zrozumienia, że widze, że sie stara).

-- sob 10 lut, 2018 23:32 --
Mia pisze: A poza tym dobry seks z facetem nie oznacza że w relacji się dobrze układa. Czasami jest super seks i kompletne dno, czasami jest super związek ale zero seksu, a czasami jest 50/50 i wtedy jest bardzo okej.
No u mnie związek super, ale zero seksu. Inne różnice jakie między nami to jakieś niewiele znaczące pierdoły. Praktycznie prawie wcale sie nie kłócimy. Rozumiecie? Szczerze mówiąc, nie spotkałam wcześniej tak dobrego człowieka. Mówię tak, bo widzę w nim znikome przejawy zła. Ta myśl, że tylko ten seks bylby powodem rozstania jest tak dobijajaca...Chyba jeszcze gorsza opcja niż zdrada, przynajmniej jeśli chodzi o podjęcie decyzji o odejściu. Tak chcialabym, żeby to skończylo sie happy endem: ślubem i wspólnym budowaniem rodziny... a widze, że on też tego chce, wielokrotnie pokazywał, że chce tego ze mną, z żadną inną, a uwierzcie, że móglby mieć wiele dziewczyn.

-- sob 10 lut, 2018 23:38 --
Mia pisze: Po prostu dla mnie związek partnerski, gdzie nie ma seksu, jest w nim coś nie halo no i gdzieś leży problem, niekoniecznie musi on tyczyć Twojego partnera, dlatego że seks to jest coś co robicie razem, a tym samym, możliwe że w Tobie tkwi problem. Nikt nie brał tego pod uwagę, bo przedstawiłaś nam historię swoimi oczami, a ja zawsze staram się stać po obu stronach. Zwłaszcza, że on Ci tam mówił, żebyś w przenośni "poczekała i on sam się do Ciebie dobierze" a Ty mu fundujesz prezent w postaci kajdanek. Tak jakbyś nie rozumiała tego co on do Ciebie mówi. Niezbyt fajnie.
Gdy się między nami polepszyło pomyślałam o tych kajdankach jako prezencie na ostatnią gwiazdkę, ale na szczęście się rozmyśliłam, bo to by była kolejna sugestia :p

-- sob 10 lut, 2018 23:41 --
Mia pisze: Ciągle mówisz, że Ty masz swoje potrzeby, ok, ale on też ma swoje i daje Ci tyle na ile jemu się chce. I tu już nie gra.
Jeśli chodzi o jego zważanie na moje potrzeby seksualne to w kwestii pieszczot potrafi się bardzo dobrze postarać, wie co lubię itd. stara się często żeby było mi dobrze, ale to tylko pieszczoty, penetracji ciągle brakuje...

-- sob 10 lut, 2018 23:51 --
Mia pisze: mówisz o sobie że masz temperament, pewnie tak jeśli chodzi o petting, ale nie o seks. Możliwe że on w seksie może być wyuzdany, nazywać Cię swoją szmatą, suką itd. Nie wiesz tego, ja też nie. Pewnie teraz pomyślałaś, że na pewno taki nie jest, nieprawdaż?A ja rozważam wszelakie scenariusze, sam fakt że jest on od Ciebie starszy i ma piętno w pamięci z poprzedniego związku, że z tamtą to seks ale po ślubie, on był z nią bardzo długo, a z Tobą jest niecałe dwa lata, także trochę Ci brakuje do tamtej, z miesiąca na miesiąc widzisz jakieś zmiany, teraz planujecie ślub, bo być może chce przyśpieszyć ten 1 raz, on gra w swoją grę przeciwko Tobie, a Ty w swoją.
Co dokładnie miałaś na myśli w tym miejscu pisząc o nim, że jest ode mnie starszy (przyp. zaledwie o rok - zaraz skończy 28lat), że ma piętno w pamięci z poprzedniego związku... (dalsza częśc tej wypowiedzi)? Prostuję - z tamtą był 4 lata (twierdził, że ona seks tylko jak zostaną narzeczeństwem, do tego nie doszlo, więc seksu nie bylo. Możliwe, że jej warunek wynikał z tego, że siostra przedwcześnie zaciążyła i była z tego powodu pietnowana przez matke, a ta nie chciala by podobny los spotkał tę drugą. On mi mówił, że z tą byłą przez jakiś czas spotykali sie po kątach, bo jej matka zabraniała im spotkań, także sory... Nie zdziwie sie gdy z tego powodu laska wstrzymywala sie z seksem, bo byla pod taka presją matki. Z tego co mówił oprócz seksu nie bylo miedzy nimi takze pettingu itp. nie licząc jakiejś jednorazowej akcji), ze mną za 3 miesiace miną 3 lata zwiazku, czyli rok mi brakuje do tamtej. Oni nie byli w narzeczeństwie, my jesteśmy zaraz 2 lata i od samego poczatku bylam gotowa na seks, nie stawiałam jakiś warunków, że dopiero po zamieszkaniu.
Ostatnio zmieniony 11 lut 2018, 20:42 przez Usunięty 5545, łącznie zmieniany 21 razy.

Usunięty 6699

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 6699 » 10 lut 2018, 23:04

lostintranslation,
Słuchaj. To Twój pierwszy związek z tego co piszesz.. Może wierzysz w to, że jak już jesteś z nim tyle czasu (choć nie uważam tego za osiągniecie) bo ludzie rozstają się nawet po 10 latach. W każdym razie jak Cię tak czytam to mam wrażenie, że nie dociera do Ciebie to, że może po prostu do siebie nie pasujecie. Ludzie rozstają się z różnych powodów. Może nie wyjść pod względem porozumienia, poglądów, religii, marzeń, planów, czy nawet seksu. To normalne.
Tak sobie myślę i jednak sobie nie potrafię wyobrazić, że facet nie miałby ochoty na seks z osobą którą kocha. Jesteście już ze sobą wystarczająco aby było to całkiem naturalne pragnienie. Przecież to bliskość na którą nie decydujemy się z każdym a z powodu miłości, chęci, pragnienia. Skoro tego nie ma na co chcesz czekać?
lostintranslation pisze:Pukać dzień i noc partnerke to nie jest sztuka, sztuką jest trwać z nią w zdrowiu i biedzie, po prostu wspierać ją na każdym kroku.
Nawet nie powinnaś stawiać na równi tych dwóch spraw.
Wszystko to zależy od czegoś innego. Wspierasz kogoś bo chcesz, bo ktoś jest ważny, bo kochasz. 'Pukasz' jak to określiłaś (swoją drogą jemu też tak mówisz? : puknij mnie?) kogoś kogo pragniesz, pożądasz i po prostu chcesz. Wszystko składa się w całość jeżeli współgra ale niestety jeżeli nie.. Sory, życie to nie bajka.
Osobiście nie wyobrażam sobie być z facetem i nie mieć z nim tego typu zbliżeń aż tyle czasu.
Przecież to jest tak samo ważne jak wszystko inne.
Jeżeli pół roku by mijało i nie byłoby tego już zaczęłabym sobie zadawać pytania czy wszystko w porządku. Nie możesz wierzyć w to, że nagle się to zmieni. Gdyby tak było zapewne już wystosowałabyś odpowiedniego posta, że już wam się udało i było to niezapomniane. Jednak tak nie jest. Wciąż cierpisz, że tego nie ma a on? On na to patrzy.
Jeżeli Twój partner nie chcę Ci dać spełnienia czego jak widać pragniesz to naprawdę kiepskie.

Sama byłam w różnych relacjach z facetami i z doświadczenia mówię, że jak zabraknie chociaż jednego czy to rozmowy, czy bliskości, czy porozumienia, czy czegokolwiek to nic się nie uda. Mimo, że będzie mijał miesiąc, dwa, czy pół roku. Po prostu nie.
lostintranslation pisze:Czy spotkam kogoś przy którym bede mogła być po prostu sobą?
Nie możesz odpowiedzieć na to pytanie ani tak, ani nie.
Możesz jedynie się o tym przekonać. Rzadko kiedy pierwszy związek jest na zawsze. To brutalna ale prawda. Dlatego zwykle pierwsze związki są toksyczne, nie takie, burzliwe, czegoś brakuje, poznaje się siebie pod tym względem i zaczyna się więcej rozumieć.
Naprawdę masz w sobie tyle cierpliwości by czekać? Jeżeli chcesz dalej tkwić w czymś co widać, że unieszczęśliwia to tylko i wyłącznie Twoja sprawa.
Nie chodzi o to czy łatwiej jest doradzać. Ale są osoby które mają na ten temat wiele do powiedzenia. Sama pytałaś się o to jak my to widzimy i co robiliśmy w podobnych sytuacjach o ile takie były.
Ja Ci powiem; byłam z facetem który był dla mnie ważny na tyle abym pozwoliła sobie na zbliżenia ale to było tak puste, że mogłam dalej w to brnąć albo odpuścić. I wiesz co zrobiłam? Odpuściłam. Bo dopiero z czasem zrozumiałam, że tak byłoby wciąż. Pewne kwestie pozostają niezmienne. Albo ludzie się dopasują na równi we wszystkim albo nie. To się czuje od razu. To nie jest tak, że jak czegoś nie ma to coś nagle przychodzi z niczego. Ty już poświęciłaś na to naprawdę sporo czasu.
Wciąż jestem zdania, że walczyć jest warto jeżeli zależy ale czy nie uważasz, ze już za długo?
Dobre pytanie padło wyżej od koleżanki na co chcesz czekać.

Może popatrz na to z innej perspektywy. Choć Cię to dotknie, rozstaniecie się ale możesz iść dalej. Możesz próbować dalej. Tak to jest. Choć chcemy trzymać się czegoś kurczowo oraz mocno w coś wierzyć to nie wystarczy.
Możesz spotkać kogoś kto zaakceptuje Cię taką jaką jesteś, da poczucie bezpieczeństwa, da spełnienie w innych dziedzinach. A może nawet spotkasz kogoś zupełnie innego od Twoje faceta co nie oznacza gorszego.
Chyba starasz się sobie coś wmówić ale ja nie bardzo pojmuje co.
Poważnie sobie przemyśl swoje bycie z tym chłopakiem. Jak dla mnie coś mocno nie gra.

Usunięty 5545

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 5545 » 10 lut 2018, 23:11

Mia pisze:Byłam kiedyś na takim etapie, że nikt i nic nie mogło sprawić że odejdę, choć wszyscy wkoło mówili ze ten związek nie ma przyszłosci, ale tkwiłam przy nim, bo mogłam być sobą, bo wiedział o mnie takie rzeczy, że czułam że to jest to, do końca życia. Tylko, że Ci co mówili, to mówili prawdę, a ja nie chciałam w nią wierzyć. Dopiero po paru ładnych latach zakończyłam relację, która serio nie miała prawa bytu.
Możesz zdradzić co było tym czymś czego nie chciałaś dostrzec w tym związku? Jeśli wolisz możesz odpisać w wiadomości prywatnej. Jeśli nie chcesz do tego wracać, jak najbardziej rozumiem.

-- ndz 11 lut, 2018 00:25 --
Rachel pisze:lostintranslation,
W każdym razie jak Cię tak czytam to mam wrażenie, że nie dociera do Ciebie to, że może po prostu do siebie nie pasujecie. Ludzie rozstają się z różnych powodów. Może nie wyjść pod względem porozumienia, poglądów, religii, marzeń, planów, czy nawet seksu. To normalne.
Rachel, analizując swój związek pasujemy do siebie w bardzo wielu rzeczach, praktycznie z tym seksem jest tylko problem. To mnie najbardziej boli, bo gdyby mi więcej rzeczy nie pasowało to bym szybciej to zakończyła.

-- ndz 11 lut, 2018 00:31 --
Rachel pisze: Tak sobie myślę i jednak sobie nie potrafię wyobrazić, że facet nie miałby ochoty na seks z osobą którą kocha. Jesteście już ze sobą wystarczająco aby było to całkiem naturalne pragnienie. Przecież to bliskość na którą nie decydujemy się z każdym a z powodu miłości, chęci, pragnienia.
Z mojej perspektywy to wygląda tak, że on chce, robi swoje zaczepki seksualne, pociągam go, ale fizycznie on nie domaga, bo zdarza mu się mowić, że dzisiaj mu sie chce, ale nie wystarczająco na normalny stosunek seksualny. Czyli nadal gdzieś podejrzewam, że jakieś zaburzenia erekcji pewnie itp. Tylko trzeba być szczerym żeby przyznać się do problemu, może właśnie na tym polega problem, że on nie potrafi być do końca szczery w tym temacie. Gdyby mu wcale nie zależało na seksie to by sie do mnie nie dobieral tak jak mu sie zdarza to robić, nie kładłby sie na mnie (czasami w czasie zabaw gdy sie wygłupiamy imituje kopulacje xD) , nie ocierałby sie o mnie swym przyrodzeniem, nie jarałby sie moim tyłkiem i biustem (tego nie rozumiem po prostu jak może tak jarać sie tymi momi czesciami ciala i nie przelecieć mnie...), nie pieściłby ich. Także sami chyba widzicie, że to nie kwestia braku pożądania mnie :P To czasem wyglada jakby chciał, ale nie do końca był zdolny do tego.

-- ndz 11 lut, 2018 00:34 --
Rachel pisze:
lostintranslation pisze:Pukać dzień i noc partnerke to nie jest sztuka, sztuką jest trwać z nią w zdrowiu i biedzie, po prostu wspierać ją na każdym kroku.
'Pukasz' jak to określiłaś (swoją drogą jemu też tak mówisz? : puknij mnie?) kogoś kogo pragniesz, pożądasz i po prostu chcesz.
Tak, zawsze sie do niego tak zwracam... oczywiście, że nie. Użyłam tego określenia tylko na potrzebę tej wypowiedzi ;)

-- ndz 11 lut, 2018 00:47 --
Rachel pisze:
Jeżeli pół roku by mijało i nie byłoby tego już zaczęłabym sobie zadawać pytania czy wszystko w porządku. Nie możesz wierzyć w to, że nagle się to zmieni. Gdyby tak było zapewne już wystosowałabyś odpowiedniego posta, że już wam się udało i było to niezapomniane.
jakiś czas temu po prostu myślałam, że to taki typ faceta (on jest ogólnie bardzo poukładany życiowo i odpowiedzialny) i z racji, że jestem jego pierwszą partnerką seksualną potrzebuje do tego więcej czasu, no ale w lipcu mijają dwa lata wspólnego mieszkania...
Ostatnio zmieniony 11 lut 2018, 19:39 przez Usunięty 5545, łącznie zmieniany 6 razy.

Usunięty 2094

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 2094 » 11 lut 2018, 15:31

A czy to nie jest po prostu tak, że trzeba Wam więcej czasu, by się "dotrzeć"? Rozumiem, że ogarnia Cię zniecierpliwienie, jednak nie ma jednej i idealnej recepty jak rozwiązać Wasz problem. Faceci nie lubią mówić o tym, co ich boli - to godzi w ich męskość i poczucie siły. Dlatego problem jest bardzo delikatny i trzeba podejść do niego taktownie. Wszelkie naciski na seks można sobie darować. My, kobiety często inaczej podchodzimy do problemów, mamy inne sposoby jak radzić sobie z nimi i wolimy o tym dyskutować, niż przemilczeć. Faceci jednak są inni.
Mia pisze:Nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas powie, że zrobi to, jak będziesz już jego żoną. I wiesz co wtedy zrobisz? Zostaniesz. Bo w końcu tyle już czekałaś że skoro się zgodzi na TO, kiedy będziecie po ślubie to czemu nie? Tylko, że to jest droga do donikąd, dlatego napisałam wyżej że sama sobie bierzesz ten krzyż na swoje plecy, że wymyśliłaś sobie, że Ty mu pomożesz, bo dlatego spotkaliście się na tej drodze, bierzesz to na pewniaka, że skoro jesteście tacy sobie bliscy, podobni, to kwestia seksu może spokojnie poczekać(...)
Tyle, że jeśli on naprawdę chce współżyć dopiero po ślubie, to nie powinno się jego decyzji krytykować. (O ile właśnie o to w tym chodzi i nie ma innego powodu, dla którego wciąż jego partnerka czeka na niego)


Poza tym - jeśli lost go kocha, to czy powinna go zostawiać w takiej sytuacji? Czyli jednak seks jest ważniejszy niż miłość?

lostintranslation pisze:jakiś czas temu po prostu myślałam, że to taki typ faceta (on jest ogólnie bardzo poukładany życiowo i odpowiedzialny) i z racji, że jestem jego pierwszą partnerką seksualną potrzebuje do tego więcej czasu, no ale w lipcu mijają dwa lata wspólnego mieszkania...
Ok, ale moim zdaniem, powinniście sobie darować wszelkie naciski. Facet w końcu zwieje od Ciebie, jeśli będziesz go w ten sposób "osaczać" (chodzi o to, że on może to tak odbierać, mimo Twoich dobrych chęci).

Usunięty 6699

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 6699 » 11 lut 2018, 16:08

Dafne pisze:Poza tym - jeśli lost go kocha, to czy powinna go zostawiać w takiej sytuacji? Czyli jednak seks jest ważniejszy niż miłość?
Nikt nie mówi, że powinna. Sama o tym wspomina.
Nie - nie jest ważniejszy. Jest na równi, przynajmniej moim zdaniem.

Usunięty 5545

Re: Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 5545 » 11 lut 2018, 18:51

Dafne pisze:A czy to nie jest po prostu tak, że trzeba Wam więcej czasu, by się "dotrzeć"? Rozumiem, że ogarnia Cię zniecierpliwienie, jednak nie ma jednej i idealnej recepty jak rozwiązać Wasz problem. Faceci nie lubią mówić o tym, co ich boli - to godzi w ich męskość i poczucie siły. Dlatego problem jest bardzo delikatny i trzeba podejść do niego taktownie.
Możliwe, że tak jest, z tego wzgledu, że jestem jego pierwszą partnerką seksualną (z tego co mówił to z tą byłą nie uprawiał seksu ani też nie bylo pettingu itp. nie licząc jakiegoś jednakowego razu w kwestii pieszczot, czyli jakby zaczął sie uczyć wszystkiego w tej materii ze mna). Prosiłam go wiele razy, że jeśli czuje, że jest jakiś problem natury fizycznej po jego stronie czy ja mam może coś poprawić by było lepiej to żeby to powiedział wprost, bo wtedy razem powalczymy z tym problemem. On zapewnia,że niczego takiego nie ma. Zawsze prosił jedynie bym nie miała jakiś oczekiwań w tej materii. Zwrócił uwagę, że jak mamy jakieś dłuższe przerwy w aktywności seksualnej (np przez mój okres) to po takiej przerwie musi dłużej do tej aktywności wracać czyli pierwsze zbliżenia po takiej przerwie krócej z jego strony trwaja, krocej ma erekcje - przynajmniej z tego co zauwazylam. Zaproponowałam pare dni temu, że jak bedzie trzeba spróbuje mu pomoc reką, bo przecież to jest właśnie część gry wstepnej, a do tej pory tego nie robiłam.

-- ndz 11 lut, 2018 19:57 --
Dafne pisze:Tyle, że jeśli on naprawdę chce współżyć dopiero po ślubie, to nie powinno się jego decyzji krytykować. (O ile właśnie o to w tym chodzi i nie ma innego powodu, dla którego wciąż jego partnerka czeka na niego)
Dafne, on nie chce z tym czekać do ślubu. Wielokrotnie o tym mówił. Zanim zamieszkaliśmy razem sam raz oznajmił, że chciałby żebyśmy to zaczęli robić przed ślubem i planowaniem dzieci. Także to na pewno nie ten powód.

-- ndz 11 lut, 2018 20:10 --
Dafne pisze: moim zdaniem, powinniście sobie darować wszelkie naciski. Facet w końcu zwieje od Ciebie, jeśli będziesz go w ten sposób "osaczać" (chodzi o to, że on może to tak odbierać, mimo Twoich dobrych chęci).
Pytanie ile mam jeszcze czekać, nie chciałabym żeby to trwało kolejne lata, on twierdzi, że też tak nie chce. Ludzie w naszym wieku (27,28 lat) maja juz swoje rodziny... Masz rację, że naciski nie pomogą, tylko zaszkodzą. Dam mu po prostu spokój i zobaczymy.

Usunięty 5545

Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 5545 » 19 kwie 2018, 14:43

Mamy końcówkę kwietnia, a pierwszego razu jak nie było tak nie ma, mimo, że pracuję obecnie na pół etatu! Czas się przestać łudzić, że samo z siebie to sie zmieni. Każę mu zrobić badania hormonalne, bede wtedy wiedzieć czy to kwestia hormonów czy psychiki i czy zwyczajnie coś ukrywa przede mną.

Awatar użytkownika
marzanna
Extra marzyciel
Posty: 592
Rejestracja: 30 kwie 2012, 10:45
Płeć: Kobieta

Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: marzanna » 21 kwie 2018, 16:40

lostintranslation pisze: 19 kwie 2018, 14:43 Mamy końcówkę kwietnia, a pierwszego razu jak nie było tak nie ma, mimo, że pracuję obecnie na pół etatu! Czas się przestać łudzić, że samo z siebie to sie zmieni. Każę mu zrobić badania hormonalne, bede wtedy wiedzieć czy to kwestia hormonów czy psychiki i czy zwyczajnie coś ukrywa przede mną.
A czy nie lepiej byłoby gdyby udał się do seksuologa? Ty również mogłabyś z nim pójść.

Awatar użytkownika
Borcejn
Smyraj suty
Administrator
Posty: 754
Rejestracja: 04 mar 2012, 18:02
Płeć: Kobieta
Kontakt:

Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Borcejn » 21 kwie 2018, 18:05

Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz. :crazy:
https://hostido.pl/polecam/WWW-COUT-PL

Gully Foyle

Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Gully Foyle » 21 kwie 2018, 21:26

Borcejn pisze: 21 kwie 2018, 18:05 Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz. :crazy:
Racja Borcejn. Jeśli dwie osoby mocno pragnął tego samego, to można mówić, że będzie seks. Jeśli natomiast tak nie jest? Cóż...to jest problem. O ile jeszcze w przypadku gdy dwie osoby nie chcą w tym samym czasie, to jest zawsze szansa, że w późniejszym terminie zaskoczy i będzie seks.

Ale w przypadku lostintranslation seks jest niemożliwy, gdyż jej chłopak jest tworem wyimaginowanym, którym to skutecznie posługuje się ona w kontakcie z innymi użytkownikami naszego forum. Kiedy istnieje tylko jedna osoba o żadnym seksie partnerskim mowy być nie może. Moja rada? Zacznij kobieto szukać sobie faceta i będziesz mieć seks, bo seks fajny jest, kiedy masz go z kimś, kto realny jest.

Usunięty 2094

Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 2094 » 22 kwie 2018, 13:28

Gully Foyle pisze: 21 kwie 2018, 21:26 Ale w przypadku lostintranslation seks jest niemożliwy, gdyż jej chłopak jest tworem wyimaginowanym, którym to skutecznie posługuje się ona w kontakcie z innymi użytkownikami naszego forum.
Mówisz? :D Ale jaja.

Usunięty 5545

Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 5545 » 24 kwie 2018, 20:55

Gully Foyle pisze: 21 kwie 2018, 21:26 O ile jeszcze w przypadku gdy dwie osoby nie chcą w tym samym czasie, to jest zawsze szansa, że w późniejszym terminie zaskoczy i będzie seks.

Ale w przypadku lostintranslation seks jest niemożliwy, gdyż jej chłopak jest tworem wyimaginowanym, którym to skutecznie posługuje się ona w kontakcie z innymi użytkownikami naszego forum. Kiedy istnieje tylko jedna osoba o żadnym seksie partnerskim mowy być nie może.
Jesteś żałosny żartując sobie z cudzego nieszczęścia i oczerniając mnie jeszcze przed innymi użytkownikami sugerując, że wszystko o czym tu pisałam przez dobry rok było wytworem mojej wyobraźni... Nie martw się, ten post stąd zniknie niebawem. Napisałam w tej sprawie do odpowiednich osób. Nie widze sensu by dalej tu był, tym bardziej, że widzę iż zaczęłam być obiektem drwin...

Usunięty 6699

Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Usunięty 6699 » 24 kwie 2018, 21:19

lostintranslation, A co się tak rzucasz, może masz coś na sumieniu? ;>
Bynajmniej nie są to grzeszki!

Gully Foyle

Mieszkamy razem, ale nie uprawiamy seksu

Post autor: Gully Foyle » 25 kwie 2018, 9:41

lostintranslation pisze: 24 kwie 2018, 20:55 Jesteś żałosny żartując sobie z cudzego nieszczęścia i oczerniając mnie jeszcze przed innymi użytkownikami sugerując, że wszystko o czym tu pisałam przez dobry rok było wytworem mojej wyobraźni... Nie martw się, ten post stąd zniknie niebawem. Napisałam w tej sprawie do odpowiednich osób. Nie widze sensu by dalej tu był, tym bardziej, że widzę iż zaczęłam być obiektem drwin...
Twoja reakcja i wysokie zbulwersowanie się moim postem dają do myślenia. Nie uważasz? Ja wcale sobie nie żartuję, tylko tak widzę Twoją sytuację. I czym Cię niby oczerniam? Naprawdę uważam, że masz wymyślonego chłopaka. Oczywiście na potrzeby założenia tego tematu, który ciągniesz rok czasu i wciąż nie rozwiązałaś swojego problemu. To dopiero dziwne...
Aha, mój post zniknie. Ciekawe do kogo napisałaś z władz...Borcejn? Rachel? Kero? I czy rzeczywiście napisałaś czy tylko próbujesz używać gróźb. Dziwnych zresztą. Nie podoba Ci się treść wypowiedzi więc jest ona do usunięcia? To myślenie typowe dla małej dziewczynki, która to doznała porażki i tupie nóżkami wierząc, że coś to zmieni. Nie wiem czy jesteś obiektem drwin, ale ja nie drwię tylko przedstawiam mój punkt widzenia.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości