Pawian pisze:Wedlug mnie trafilas na mega egoiste, juz taki szmat czasu sie z tym meczysz, jest to wielki problem i jak widac cos bardzo waznego dla ciebie- on nic z tym nie robi i z laski swojej czasem o tym z toba pogada i na tym sie konczy. Ty musisz wszystko inicjowac, robic podchody i starac sie wylonic problem na powierzchnie, ale po roku czasu to tylko bledne kolo, bo robiac krok do przodu robicie po kilka krokow w tyl. Jezeli by mu zalezalo na jakiejkolwiek zmianie, to przestalby robic to co robi i zasiegnalby profesjonalnej pomocy, moglby ktos mu postawic diagnoze, moglby sie sam wysilic i nawet ze wzgledu na ciebie zrobic tobie przyjemnosc od czasu do czasu- chyba na to zaslugujesz..?
lostintranslation, albo bedziesz bawic sie jak sie bawisz albo postawisz jakies granice i bedziesz konsekwentna. Albo poczekasz jeszcze z 40 lat zanim twoj facet cie wezmie po mesku i cie przerznie, tak jak powinno byc [bez wczesniejszego blagania i ustalania daty co do takiego eventu]. Macie inne priorytety i wizje na to wychodzi. Niepotrzebnie sie meczysz.
Pawian, cytuje swój ostatni komentarz z 25 października (dodany do innego posta) opisujący nasze obecne położenie względem tego problemu:
"rytygier pisze:
Dlaczego nie przeprowadzisz z Nim ostatecznej rozmowy, zaakcentuj swoje seksualne potrzeby i oczekiwania i nalegaj, by on także zaczął podejmować kroki w celu rozwiązania Waszego wspólnego problemu.Chyba, że on tego problemu tak naprawdę nie dostrzega ale to już chyba źle wróży na przyszłość Waszemu związkowi ...
Rytygier, ja też już myślalam, że on w ogóle nie jest świadomy problemu, a tym bardziej tego, że zaczynam coraz częściej myśleć o odejściu od niego!..
ALE! Jest światełko w tunelu! Właśnie propo ostatecznej rozmowy - w poniedziałek ponownie rozmiawialiśmy - prawie dwie godziny. Pierwszy raz tak naprawde szerzej ze szczególami. Przed rozmową go poprosiłam żeby w końcu zdobył się na całkowitą szczerość (nawet najgorszą prawde!), bo ciagle czulam, że coś jeszcze ukrywa. I to byl pewnie dla niego impuls by w końcu konkretnie przedstawić jak to wszystko z jego perspektywy wygląda.
Z jego perspektywy problem tkwi w tym, że za bardzo czuje na swoich barkach oczekiwania z mojej strony - że ja chce długo, że chce już szybko mieć utratę dziewictwa za sobą, że chce żeby było jak najlepiej. Te oczekiwania, które ma na uwadze powodują, że on rzadziej inicjuje zbliżenia (dopiero wtedy gdy ma dużą ochotę - i to mial dokładnie na myśli mówiąc o "odpowiednim momencie", a gdy wie, że nie ma wystarczającej żeby to trwało jakoś długo to nie zaczyna, bo wie, że skończy sie to znów moim zawodem, a konkretnie moją widoczną irytacją/oburzeniem). To ma sens, ponieważ bywalo, że dość mocno okazywalam swoją irytację, że nie jest dłużej, że znów do "tego" nie doszło. Poza tym już dawno wyczuł, że mam dość duży temperament, więc to już mogło zrodzić jego obawę czy sprosta moim oczekiwaniom. Także tak jak to mówił wcześniej on proponuje od teraz częstsze zbliżenia, częstsze próby nawet przy jego niedużej ochocie, przy czym prosi mnie abym nie podchodziła do tych zbliżen z żadnymi oczekiwaniami, bo te oczekiwania zniechęcają go. W ten sposób naturalnie, z czasem długość i jakość tych zbliżeń bedzie sie polepszać. Przynajmniej taką mamy nadzieje. Jeśli tak nie bedzie zadeklarowal, że zgłosi sie po pomoc lekarza. Kamień spadl mi z serca, że taką postawe wykazal.
Jak tak poszperam w swojej głowie, to rzeczywiście przez ten rok pare razy wspominal o tych moich oczekiwaniach, ale nie tak wyraźnie i stanowczo jak teraz (on ogólnie ma coś takiego, że o rzeczach, które mogą mi sie nie spodobać stara się mówić w jak najdelikatniejszy sposób żebym sie nie zdenerwowala tym, a przyznaje, że mam taką tendencje. Przez to czasem ten przekaz do mnie nie trafia, tylko dopiero gdy powie bardziej konkretnie), dlatego nie przywiązywalam do tej kwestii uwagi. Zapewniłam, że od dziś zmieniam swoje nastawienie. Jeśli chodzi o te artykuły, że nie czyta nic w necie w tych tematach, to odparl, że kiedyś dużo czytał w czasach nastoletnich i zanim zamieszkaliśmy i to mu dało wystarczająco teorii. Ponadto wypisaliśmy sobie w punktach co dokładnie mamy poprawić, na co zwracać uwagę i postanowiliśmy, że pod koniec każdego tygodnia będziemy kontrolować czy trzymamy się tych punktów. Nawet w ten sam dzień niedługo po tej rozmowie trafiliśmy do łóżka i było widocznie lepiej!
Czeka nas wspólna praca, ale mam nadzieje, że przezwyciężymy razem ten problem. Trzymajcie kciuki aby się udało i nie skończyło na jego słowach... W przeciwnym razie niestety będę musiała odejść. Wolę wrócić do samotności niż dalej męczyć się psychicznie...."
Także od czasu tamtej rozmowy z nim, ja nie inicjucje zbliżeń, zamiast tego jemu zostawiam wolną rękę co do ich pory, ilości tych zbliżen i ich długości. Zadeklarował, że w przypadku braku poprawy pójdzie do seksuologa.