Switch to full style
Wiara, Kościół, Bóg, poglądy filozoficzne. Dział trudny, kontrowersyjny. Zastanawiasz się czasem co spotka Cię po śmierci? Jak powstał świat? Czym jest dusza? Masz odwagę podzielić się swoimi spostrzeżeniami?
Odpowiedz

Nauki przedmałżeńskie

śr 03 lut, 2010 14:39

macie zamiar chodzić na nauki przedmałżeńskie?
Może takie już odbyliście?
Z tego co słyszałem to bez takich nauk nie można dostąpić do sakramentu małżeństwa, czy to prawda?

Przeniosłam,
dż.

śr 03 lut, 2010 14:56

Tak, chcę chodzić na takie nauki.
Może niedługo w mojej parafii będa takowe nauki, więc zapewne się na nie zapiszę i zrobię taki kursik ;)

śr 03 lut, 2010 16:22

ludek pisze:Z tego co słyszałem to bez takich nauk nie można dostąpić do sakramentu małżeństwa

A nie jest czasem tak, że masz te nauki albo przynajmniej ich większość z dyni, jeśli masz świadectwo ukończenia katechizacji z LO czy coś...?


Pewno nauki mnie nie miną jeśli brałabym ślub kościelny, chyba, że zwalnia się z tego nie-katolików.

śr 03 lut, 2010 18:27

perscecutoria pisze:A nie jest czasem tak, że masz te nauki albo przynajmniej ich większość z dyni, jeśli masz świadectwo ukończenia katechizacji z LO czy coś...?
Teraz to zależy. NIby nie bo niby trzeba chodzić osobno. My dostaliśmy ale takie jakby nauki. I tak przed samym małżeństwem będzie trzeba odbyć kilkatakich zajęć ale to juz przed samym sakramentem.

Chodziłam w 1 LO na dodatkowe takie spotkania. Nie wiem w sumie chyba przedmałżeńskie były ale znudziły mi się one.Nic nie wnosiły do mojego życia poza tym, że słuchałam np o powołaniu księży, zakonników a mało o małżeństwie. Tak jakby nakłaniali nas do życia w tamtych sakramentach. Nie wiem może z czasem do małżeństwadotarli ale mnie już na nich nie było.

śr 03 lut, 2010 20:00

Peggy_Brown pisze:Nic nie wnosiły do mojego życia poza tym, że słuchałam np o powołaniu księży, zakonników a mało o małżeństwie.

A to ja mam genialy katechizm do trzeciej klasy :rotfl: Nic o innych powołaniach, tylko o małżeństwie :D
(A potem się narzeka na spadek powołań do kapłaństwa/zakonu...)
perscecutoria pisze:A nie jest czasem tak, że masz te nauki albo przynajmniej ich większość z dyni, jeśli masz świadectwo ukończenia katechizacji z LO czy coś...?

Ja pierwszy raz o tym słyszę :)
perscecutoria pisze:Pewno nauki mnie nie miną jeśli brałabym ślub kościelny, chyba, że zwalnia się z tego nie-katolików.

Nie ma czegoś takiego jak zwolnień z nauk przedmałżeńskich ;)
ludek pisze:macie zamiar chodzić na nauki przedmałżeńskie?

Jak najbardziej :)
ludek pisze:Z tego co słyszałem to bez takich nauk nie można dostąpić do sakramentu małżeństwa, czy to prawda?

Zajrzę do KPK i powiem.

śr 03 lut, 2010 20:37

Dreamer pisze:A to ja mam genialy katechizm do trzeciej klasy :rotfl: Nic o innych powołaniach, tylko o małżeństwie :D
(A potem się narzeka na spadek powołań do kapłaństwa/zakonu...)
No ja więcej o małżeństwie to na lekcjach religii miałam niż na tych spotkaniach ale jak zaznaczyłam spotkania były w klasie pierwszej a ty mówisz o trzeciej. Ja nie wiem jakie były w trzeciej bo nie dotrwałam do tych, mogę się o religii w szkole wypowiedzieć.
Dreamer pisze:perscecutoria napisał/a:

A nie jest czasem tak, że masz te nauki albo przynajmniej ich większość z dyni, jeśli masz świadectwo ukończenia katechizacji z LO czy coś...?

Ja pierwszy raz o tym słyszę :)
A tak było kiedyś. Tzn chyba jeszcze niedawno nawet.

czw 04 lut, 2010 00:06

U nas w 3 klasie też było ciągle gadanie o małżeństwie itd...
Ksiądz nam trafił tak żałosny i takie opowiadał farmazony, że jak generalnie siedziałam cicho na lekcjach lub mruczałam pod nosem, tak tu się odzywałam, żeby mu troszkę pozbijać argumenty. Z dobrym skutkiem, siedział cicho i przechodził do następnego "akapitu". Doktor teologii, a bronić swojego nie potrafi, phi.

czw 04 lut, 2010 00:36

perscecutoria pisze:Ksiądz nam trafił tak żałosny i takie opowiadał farmazony

Ale księża i tak są lepsi od katechetów (wiem z doświadczenia mojego i innych). W ogóle po moich obserwacjach stwierdziłem, że świeccy katecheci to zły pomysł.
perscecutoria pisze:Doktor teologii, a bronić swojego nie potrafi, phi.

No jeżeli wymyślał coś, co do teologii nie należy, to się mu nie dziwię :D
U nas w 3 klasie też było ciągle gadanie o małżeństwie itd...

A katechizm jaki mieliście (jeśli pamiętasz)? Nie było to "?wiadectwo miłości"? Jeśli nie, to oznacza, że trzeba solidnie zmodernizować program...
Peggy_Brown pisze:No ja więcej o małżeństwie to na lekcjach religii miałam niż na tych spotkaniach

Jest i taka opcja. Wszystko zależy od człowieka. I poziom katechezy i nauk przedmałżeńskich.

czw 04 lut, 2010 01:21

Dreamer, jeżeli teologia zaklada np. że zachowania homoseksualne nie występują w naturze albo marzeniem każdej dziewczyny jest to, by chłopak zajechał po nią wypasionym samochodem pod szkołę to nara. Jak ktoś coś mówi, powinien mieć na to dowody (no może poza mówieniem o Bogu itd., bo tu o dowód trudno).

Nie mieliśmy ksiażek. Ksiądz jakąś tam miał i nawet pokazywał, ale nie pamiętam, co dalej z tym fantem ;)

czw 04 lut, 2010 13:17

Mieliśmy zorganizowane takie nauki w ramach lekcji religii. Tak się dobrze złożyło, że ksiądz, który nas uczył był bardzo konkretny i wiedział, jak dogadać się z młodymi, więc o nudach nie było mowy. Zamiast skupiać się na klepaniu oczywistości, poruszał kontrowersyjne tematy, które tylko nakręcały atmosferę. A trzeba mu przyznać, że miał gadane i mało kto był w stanie stanąć z nim w szranki do dyskusji (w końcu doktor filozofii).
Osobiście bardzo miło wspominam te spotkania i mógłbym jeszcze raz wziąć w nich udział, pod warunkiem, że prowadzący byłby równie przystępny.

czw 04 lut, 2010 16:27

perscecutoria pisze:jeżeli teologia zaklada np. że zachowania homoseksualne nie występują w naturze albo marzeniem każdej dziewczyny jest to, by chłopak zajechał po nią wypasionym samochodem pod szkołę to nara.

Nie zakłada ;) Takie rzeczy mogą zakładać tylko dziwni teologowie ;)

czw 04 lut, 2010 16:34

Dreamer, nie podejrzewam teologii jako nauki o tak rażącą głupotę ;)

Ja generalnie uczyć się lubię i mogę siedzieć nawet na naukach przedmałżeńskich choćbym miała w planach na 100% pójście do zakonu. Tyle, że z normalnym prowadzącym. W poprzednich latach liceum mieliśmy takich fajnych księży, a na koniec do jednych z najważniejszych tematów dla życia człowieka takie cóś nam dali...

czw 04 lut, 2010 19:46

Nasz średnio też gadał o tym. Pamiętam, że trzeba się było u niego nauczyć przysięgi małżeńskiej.
Lekcje prowadził nudno, próbował się podlizywać itp. Wkurzał też gadając o wzorach rodziny, o problemach rodzin i wg mnie w niewielu miał rację. Ale na ten temat nie odzywałam się wśród reszty, bo po co?
A co do kontrowersyjnych tematów, cóż podejmował o związkach homoseksualnych itp ale jakoś średnio potrafił z nami na nie rozmawiać. Trzeba było między sobą bardziej a on słuchał. Podobnie o macierzyństwie. Na końcu nawet przestał mnie słuchać, a ja przestałam się odzywać.

czw 04 lut, 2010 21:56

Dreamer pisze:Nie ma czegoś takiego jak zwolnień z nauk przedmałżeńskich

oczywiście, że jest. mój ojciec brał ślub jako niewierzący, bo mojej mamie zależało,a on nie chciał robić sobie jaj z jej uczuć religijnych i na nic takiego nie musiał chodzić.
Może niedługo w mojej parafii będa takowe nauki, więc zapewne się na nie zapiszę i zrobię taki kursik

jaki kursik?! laska, to jest ileśtam spotkań przed ślubem.

sob 21 sie, 2010 19:25

Mam zamiar chodzić na takie nauki, uważam że one się przydają

sob 21 sie, 2010 19:43

?wiruska pisze:Mam zamiar chodzić na takie nauki, uważam że one się przydają

do czego?

dla mnie te nauki to głupota. tym bardziej lekcje pod tytułem antykoncepcja. ale cóż... prawda jest taka, że trzeba im ślepo przytakiwać i robić krzyżyk za plecami, bo inaczej można ślubu nie dostać. sprzeciwienie się im? dyskusja? z tego co większa część pań pisze na forach, kończy się odmówieniem dania papierka potwierdzającego zdanie nauk ._.

sob 21 sie, 2010 22:56

Jako tako na takie nauki nie mam chęci chodzić, ale to chyba obowiązkowe jest przed ślubem. Po co to komu? Ksiądz mówi rzeczy, które już od dawna wiem... Mało to na lekcjach religii się nasłuchałam o tym, że antykoncepcja i życie na kocią łapę to grzech?

ndz 22 sie, 2010 20:29

Niektórym pewne rzeczy trzeba tłumaczyc jak krowie na rowie.
My byliśmy kiedyś w liceum na czymś w rodzaju takich nauk... Nie byłam do tego pozytywnie nastawiona, ale muszę przyznac, że nie powiedzieli właściwie nic, z czym bym się nie zgodziła. Ja tam lubię słuchac, a jeśli z czymś się nie zgodzę, to pytam w razie wątpliwości, albo po prostu olewam, bo wiem swoje. Większośc ludzi jak słyszy "nie" np. dla prezerwatyw czy seksu przed ślubem, to zaraz robi rejbach jakby chcieli im zabic kota na ciepłe kapcie dla biskupa. Szczerze mówiąc ja sama bym chętnie niejednej jazgotliwej pani odmówiła papierka. To jak w szkole. Idę na human, to godzę się z kupą nauki historii i większą ilością pisania na polskim, nie podoba mi się to, to idę na mato-fizę i nara. Tutaj też - nie chcę słuchac, bo moim zdaniem to głupoty, to nie idę na nauki i biorę najwyżej ślub cywilny. Coś za coś. Albo za przeproszeniem kładę na to pałę i odrabiam pańszczyznę, by miec ten "upragniony" ślub kościelny.

wt 24 sie, 2010 00:29

powinnam teraz niby chodzić na nauki przedmałżeńskie, ale nie mam najmniejszego zamiaru. nie chodzę do kościoła, więc na takie nauki tym bardziej. no i zawsze mnie zastanawia co ksiądz może wiedzieć o małżeństwie :OO

śr 25 sie, 2010 11:06

Nie bo nikt nie będzie mi mówił jak się mam zachowywać kiedy będę dorosła :/

śr 25 sie, 2010 11:21

limonka302 pisze:Nie bo nikt nie będzie mi mówił jak się mam zachowywać kiedy będę dorosła :/

Nikt Ci nic nie będzie kazał, są to nauki, a jak te nauki wykorzystasz, to już Twoja sprawa.

wt 30 lis, 2010 01:31

U nas w parafii takie nauki się przeprowadza. Odbyłem je dla świętego spokoju, aby mi nie marudzili, czego nie lubię.

wt 30 lis, 2010 16:53

ja mam na religii .. Więc później tylko ewentualny mąż bedzie się o to martwił :P

czw 10 lut, 2011 19:32

Tak, bez przygotowania nie można przystąpić do sakramentalnego związku.
Miałam za sobą pół roku wykładów i ćwiczeń dotyczących tejże tematyki, myślę, że jeśli czas pozwoli i zdobędę uprawnienia sama mogłabym się tym zająć. Myślę, że są bardzo przydatne dla związku, można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. Nie zawsze są odpowiednio prowadzone, moim zdaniem musi być na nich łączona tematyka teologiczna z psychologiczną. Nie tylko wiara jest ważna.

Re: Nauki przedmałżeńskie

czw 10 lut, 2011 19:43

ludek pisze:macie zamiar chodzić na nauki przedmałżeńskie?
Może takie już odbyliście?

Nie i nie. Zacznijmy od tego, że co ksiądz, który nie był/nie jest żonaty może mi powiedzieć o życiu w małżeństwie? Tak "gdybać" to on sobie może, dziękuję bardzo to nie dla mnie. Oczywiście takie spotkania prowadzą również i osoby świeckie, ale mimo wszystko, jak coś ma się rozpaść to i tak się rozpadnie.

Z tego co słyszałem to bez takich nauk nie można dostąpić do sakramentu małżeństwa, czy to prawda?

Tak, bez tego ani rusz.

czw 10 lut, 2011 20:01

Melancthe pisze:ale mimo wszystko, jak coś ma się rozpaść to i tak się rozpadnie.

Sądzę, że czasem lepiej zainwestować trochę czasu i energii, by naprawić to, co jeszcze da się naprawić.
Jednak jeśli chodzi o rozpad - uważam, że jeśli związek rozpada się w trakcie trwania nauk przedmałżeńskich (zjawisko nie tak rzadkie) to jest to dobry znak. Nie wszyscy są gotowi do założenia własnej rodziny, lepiej zrozumień to przed ślubem.

Re: Nauki przedmałżeńskie

pn 04 cze, 2012 02:27

Nie, nie byłam i nie mam zamiaru uczęszczać. Nie planuję ślubu katolickiego.

Re: Nauki przedmałżeńskie

pn 04 cze, 2012 12:36

Również nie planuję takiego ślubu, chociaż w przyszłości może się okazać, że chcę. W moim życiu ciągle coś się zmienia, niewykluczone, że podejście od Kościoła również ulegnie zmianie.

Re: Nauki przedmałżeńskie

pn 04 cze, 2012 12:46

Dafne, tak, ale na kurs przedmałżeński w sumie chyba nigdy nie jest zbyt późno. Ja przez takie podejście nie składałam apostazji, bo też wracałam.

Re: Nauki przedmałżeńskie

pn 04 cze, 2012 12:53

ho, mi wystarczy ślub cywilny. Nie jest mi potrzebna ta zakłamana (w moim przypadku- nie jestem praktującą chrześcijanką) otoczka w postaci białej kiecki, księdza, sporej ilości gości. Na tę chwilę. Może to jeszcze taki bunt, może chcę zrobić tym komuś na przekór i za pięć lat zmienię podejście. Ale nie wiem, czy będzie mi się chciało i czy znajdę ku temu przesłanki.
Do końca nie wiem, czy jest mi ten ślub potrzebny. Ale z uwagi chociażby na przyszłe pokolenie, które może się kiedyś pojawi, jednak wolałabym, żeby wychowywało się w przeświadczeniu, iż jego rodzice są małżeństwem. Może utarło się, że tylko tak jest poprawnie i jednak małżeństwo ma więcej praw w naszym społeczeństwie, niż para żyjąca bez ślubu.
ho pisze:na kurs przedmałżeński w sumie chyba nigdy nie jest zbyt późno.
I czego się na nim nauczę? Jak dbać o bliźniego i siebie samego? Czy to jednak będzie pozbawione religijnej paplaniny?
Odpowiedz