Witamy na Forum Wielotematycznym, Marzycielskim

Witamy na Forum Wielotematycznym, Forum Marzycielskim, z nami nie będziesz się nudził.
Załóż konto już dziś a na pewno nie pożałujesz!
Śledź forum na bieżąco!

Opowiadanie 1: "Przeklęte forum"

Opowiadania forumowe. W tym dziale mogą pisać wszyscy zarejestrowani userzy.
Bohaterami opowiadań w tym dziale będą sami userzy.

Opowiadanie 1: "Przeklęte forum"

Postautor: QueenDream » pn 04 lip, 2016 08:20

Był wczesny poranek, kiedy QueenDream obudziła się w swoim łożu z baldachimem. Słyszała już w korytarzu kręcące się osoby, ale nie mogła rozpoznać głosów. Kto tak wcześnie rano kręciłby się po moim zamku? -pomyślała.
"Tak jak obłok zstąpił z nieba podał rękę, tak jak ptak mi dziś zaśpiewa swą piosenkę, tak jak szczęście trwa już wiecznie, trwa dziś dłużej, tak on szczęście mi przyniesie, białe róże...."
Awatar użytkownika
QueenDream
Administrator
 
Rejestracja: czw 18 gru, 2008 19:08
Lokalizacja: Kraina Marzeń
Has thanked: 51 times
Have thanks: 40 times
Imię: Aldona
Płeć: Kobieta
Marzenie: Być szczęśliwą i spełnioną mężatką.
Medals: 1
Posty: 30243

Re: Opowiadanie 1: "Przeklęte forum"

Postautor: Dafne » pn 04 lip, 2016 09:09

Statek zdążył już zacumować w porcie, kiedy dwóch niewyrośniętych chłopców uderzyło siedem razy w bęben kawałkiem drewna. Wybiła siódma rano, a Dafne dalej chciało się spać. Przezwyciężając chorobę morską, wstała i zeskoczyła z łajby na trawę. Zatkawszy nos z powodu irytującego zapachu świeżo złowionych ryb, westchnęła z odrazą i skierowała się w stronę sklepu. Zgubiła gdzieś swój ulubiony grzebień, który wpinała we włosy - kolejny powód, by się tego dnia nie uśmiechać. Ledwo co przekroczyła próg, dowiedziała się, że dziś niedziela, czyli nici z ładnej fryzury. Ten dzień nie może być gorszy, przemknęło jej przez myśl.
Miejsce, w którym się znalazła, nie wzbudzało w niej żadnych emocji. Zadowolona z faktu, że nikt jej nie rozpoznaje, usiadła na kamieniu, nucąc z cicha piosenkę. Brązowe kosmyki lśniły w słońcu, a twarz - roztropnie trzymana z dala od nikczemnej żółtej kuli - nabrała rumieńców. Nagle zauważyła wydłużający się cień i wzniosła oczy ku niebu, był to wyraz wielkiego oburzenia.
- Mogę pani w czymś pomóc? - zapytał ktoś.
- Nie - odparła tylko. - Ja po prostu lubię siedzieć na kamieniach.
- Kim jesteś?
Och nie. Nie może się dowiedzieć. Pewnie zdążył zorientować się po jej głosie.
- Nimfą. Jestem zła, bo zgubiłam... - nie dokończyła. Poczuła znajomy dotyk na ramieniu. Dotyk tak znajomy, że w jej oczach pojawiły się łzy. Odsunęła lekko głowę - sokół, z którym podróżuje, bardzo lubi gryźć wszystko, co się świeci. Powinien być sroką, a nie jest.
- Dzięki - rzuciła tylko nieznajomemu. - Muszę już iść. Cześć.
Nieznajomy, lekko obrażony jej wyniosłością, odwrócił się i poszedł w swoim kierunku. Brązowowłosa nimfa ułaskawiła go przelotnym spojrzeniem i poszła w siną dal, poszukując pożywienia dla swojego dwunożnego przyjaciela. Słyszała coś o mrocznym zamku, w którym pewna rozpieszczona królewna topi każdego, kto się zbliży do jej mieszkania. Zobaczymy, pomyślała i odmówiła zaklęcie przemiany.
dum spiro, spero
___________
Awatar użytkownika
Dafne
Spełniacz Marzeń
 
Rejestracja: wt 23 sie, 2011 16:21
Lokalizacja: Śląsk
Has thanked: 90 times
Have thanks: 133 times
Płeć: Kobieta
Medals: 10
Posty: 8678

Re: Opowiadanie 1: "Przeklęte forum"

Postautor: _Magnolia_ » pn 04 lip, 2016 11:12

- Hańba! Jak mogli mi to zrobić!? Przecież wiadomo było, że to nie miał być żaden wakacyjny rejs po morzach i oceanach! Co za obrzydliwe szczury lądowe! Tchórze! Toż to normalne, że w morzach są rekiny, syreny, krakeny i harpie z rządzą krwi. Dobra, raz się zgubiliśmy przez sztorm, który nieomal nas nie potopił, i skończyliśmy na wyspie zamieszkanej przez Meduzę wraz z dwiema potwornymi siostrami, no ale skąd miałam wiedzieć? To, że jestem kapitanem nie znaczy, że mam być wszechwiedząca!

Kapitanem... Nie ma kapitana gdy nie ma załogi i gdy statek już się nie nadaje do dalszej podróży, pomyślała wściekle _Magnolia_ spacerując po pustym pokładzie, nerwowo poprawiając sobie włosy, z przerwami na oglądanie brzegu do którego fregata „Alpha Centauri” była przycumowana od tygodnia. W końcu się zatrzymała, puknęła się w łeb. Nic mi nie da to całe użalanie się nad sobą, muszę coś zrobić by iść dalej do przodu. Oparła się o reling i zaczęła dokładniej się przyglądać rozciągającemu się przed nią miastem. Wzrok zatrzymał się na zamek górujący nad wszystkim, stojący na dość wysokiej górze. Piękny, olbrzymi, zalatujący trochę francuskim stylem, z każdej cegły emanowało bogactwo tego miejsca. Uśmiechnęła się do rodzącego się w głowie pomysłu. Poszła do swojej kanciapy by się doprowadzić do kultury i by dopracować nowy plan.
"Tyl­ko dwie rzeczy są nies­kończo­ne: wszechświat oraz ludzka głupo­ta, choć nie jes­tem pe­wien co do tej pierwszej" - Albert Einstein.
Awatar użytkownika
_Magnolia_
Łapacz chmur
 
Rejestracja: pt 12 paź, 2012 20:11
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 26 times
Have thanks: 18 times
Płeć: Kobieta
Medals: 1
Posty: 978

Re: Opowiadanie 1: "Przeklęte forum"

Postautor: SNOWDOG » pn 04 lip, 2016 11:44

W nieco podniszczonym już, od ciągłego przenoszenia dużych ilości piwa, a także laptopa, słowników i innych materiałów potrzebnych jego właścicielowi na studia plecaku, lądowały coraz to nowe przedmioty. Tym razem jednak Snowdog pakował tylko najbardziej przydatne w podróży rzeczy. Nie był gotowy psychicznie na tą wyprawę, jednak informacja o śmierci kumpla, z którym znał się i mieszkał już od dwóch lat, wymusiła ostateczne podjęcie decyzji, do której zbierał się już jakiś czas - odkąd wszystko zaczęło się sypać.
Pierwsze problemy pojawiły się w momencie kiedy zarejestrował się na tym forum. Nie żeby wcześniej już ich nie miał - jego życie nigdy nie było usłane różami. To co jednak działo się przez ostatni rok, przebiło wszystko co do tej pory przeżył. Upadek niemal każdej relacji jaką nawiązał odkąd przeprowadził się do Poznania, informacja o śmierci jego ukochanego psa, coraz to nowe zbiegi okoliczności, które doprowadziły do utraty pracy i o mało co nie zaprzepaściły jego studiów. To wszystko nie było jednak najgorsze. To ciągłe wizje. Mroczne, krwawe, nawołujące do krzywdzenia wszystkich naokoło. W snach pojawiały się tematy, na które wypowiadał się w ciągu dnia i nie ważne jak błaha byłaby to sprawa, tam przejawiała się ona jako coś okropnego i strasznego.
Ostatnie co wylądowało w plecaku, to jego bagnet - obecnie jego jedyny prawdziwy przyjaciel, który już kiedyś uratował mu życie. Z niechęcią zostawiał w swoim pokoju resztę uzbieranego przez lata uzbrojenia, ale zwyczajnie nie był w stanie zabrać ze sobą wszystkiego. Po kilkunastu minutach kombinowania udało mu się uruchomić GPS na telefonie martwego współlokatora. Tak jak zawsze nienawidził technologii i cieszył się kiedy obsługiwane akurat urządzenie go nie ugryzło, tak teraz potrzebował jej jak jeszcze nigdy w życiu. Musiał dotrzeć do tajemniczego miejsca, które przewijało się czasem na forum - do zamku, który w jakiś sposób powiązany był z początkami witryny. Kiedy komórka wskazała mu drogę, zarzucił na siebie plecak, chwycił suburito w rękę i ruszył w kierunku drzwi. Stojąc na progu obejrzał się jeszcze raz za siebie aby rzucić okiem na to, co było dla niego domem przez ostatnie dwa lata, nie wiedząc czy jeszcze kiedykolwiek będzie mu dane tu powrócić.
Dźwięk zatrzaskujących się za nim drzwi, był niczym sygnał oznaczający początek wyścigu - a w tym przypadku podróży, która miała przywrócić do normy jego życie. A być może po prostu je ocalić.
Awatar użytkownika
SNOWDOG
Marzyciel-Gaduła+
 
Rejestracja: pt 03 cze, 2016 15:33
Has thanked: 0 time
Have thanks: 10 times
Płeć: Mężczyzna
Posty: 175

Re: Opowiadanie 1: "Przeklęte forum"

Postautor: QueenDream » sob 16 lip, 2016 14:45

QueenDream pospiesznie wstała z łóżka, nawet nie zwracając uwagi jak wygląda, otworzyła okno i krzyknęła:
-Co Wy tam robicie? Nie można spać!
-Musimy robić to, co do nas należy-odpowiedzieli wszyscy chórem.
-Nie moglibyście tego przełożyć na nieco późniejszą godzinę?
-I co? Będziemy to przekładać w nieskończoność.
Zirytowana zamknęła okno i spojrzała na stolik obok łóżka. Coś mi tu nie pasujePomyślała.
Zostawiłam na stoliku swój notes, w którym pisałam wszystkie notatki związane z towarami, które docierały do zamku. Kto to mógł zabrać? I po co?
Zaczęła nerwowo szukać notatnika pośród innej sterty papierów na biurku znajdującym się nieopodal łóżka.
Nie, to niemożliwe, żebym zostawiła ten notes gdzieś indziej, ktoś musiał być w moim pokoju, kiedy spałam, może to ten chłopak, którego widziałam parę dni temu kilka razy kręcącego się obok zamku.
Szybko wsunęła na siebie spodnie i postanowiła zejść na dół.
Zanim zdążyła wyjść z pokoju, usłyszała pukanie do drzwi.
-Proszę-powiedziała.
-Co jest szefowa?-Zapytał Patorek wchodząc do pokoju-Wyglądasz na zdenerwowaną.
-No bo gdzieś zapodziałam swój notatnik i nie chcę by dostał się w niepowołane ręce.
-Chodzi Ci o ten? Przecież dałaś mi go wczoraj, bym uzupełnił najważniejsze rzeczy związane z dostawami.
-Ale jak? Przecież pamiętam, że kładąc się spać, miałam go obok siebie. Dobra, mniejsza o to, najważniejsze, że się znalazł i jest w bezpiecznym miejscu.-odłożyła go na swoje miejsce i dodała-Teraz chodźmy na podwórko zobaczyć na dzisiejsze dostawy.
Zamknęła pokój na kilka spustów i wyszła na dziedziniec przed zamkiem. Jaka dziś piękna pogoda . Pomyślała. Choć niepokoją mnie te chmury, które nadciągają z południowego wschodu, może uda nam się wszystko rozpakować zanim nadciągnie burza.
"Tak jak obłok zstąpił z nieba podał rękę, tak jak ptak mi dziś zaśpiewa swą piosenkę, tak jak szczęście trwa już wiecznie, trwa dziś dłużej, tak on szczęście mi przyniesie, białe róże...."
Awatar użytkownika
QueenDream
Administrator
 
Rejestracja: czw 18 gru, 2008 19:08
Lokalizacja: Kraina Marzeń
Has thanked: 51 times
Have thanks: 40 times
Imię: Aldona
Płeć: Kobieta
Marzenie: Być szczęśliwą i spełnioną mężatką.
Medals: 1
Posty: 30243

Re: Opowiadanie 1: "Przeklęte forum"

Postautor: SNOWDOG » czw 28 lip, 2016 16:54

-Wiesz mały, na tej drodze to szybciej zatrzyma się ktoś kto będzie chciał ci zapłacić, żebyś umilił mu najbliższą godzinę, niż dobroczyńca chcący cię podwieźć gdziekolwiek.
Rozbawienie w głosie dziwki wywoływało w nim wściekłość. Gardził takimi jak ona, a fakt iż miała rację tylko pogarszał jego frustrację. Jak by nie spojrzeć, to poprzedni kierowca wyrzucił go z samochodu właśnie po to, żeby skorzystać z jej usług. Kiedy nic nie odpowiedział, zbliżająca się już wiekiem do trzydziestki kobieta, kontynuowała swój monolog.
-Muszę ci jednak przyznać chłopcze, że jesteś wytrwały. Właściwie to nie. Jesteś uparty i głupi w swoim zawzięciu. Stoisz tutaj już dwie godziny, podczas gdy każdy przejeżdżający samochód ma cię w du***, ale nadal próbujesz złapać stopa. - Spojrzała na niego wymownie, jednak dalej odpowiedziało jej milczenie. - Nie nudzi ci się to już ciągłe ignorowanie mnie? Odkąd twój poprzedni... Dobroczyńca mnie odstawił, nie odezwałeś się ani słowem. Co jest? Honor nie pozwala ci ze mną rozmawiać?
W końcu się złamał.
-Jak widać.
-No proszę, takie to straszne było?
-Tak. Odwalisz się w końcu ode mnie?
W jego głosie wyraźnie było słychać złość. Nie miał ochoty na prowadzenie z nią konwersacji, jednak kolejne nieudane próby w złapaniu stopa wyraźnie zniechęcały go do dalszego uporu. Kiedy kolejny samochód ominął go bez jakiejkolwiek reakcji, usiadł ze znużeniem na ziemi, tępo wpatrując się w swoje stopy.
-Nie wpadłeś na pomysł, że może to przez ten kij, który ze sobą wieziesz, ludzie nie chcą ci pomóc? - Prostytutka usiadła obok niego, zupełnie nie przejmując się jego spojrzeniem pełnym wrogości. - Okolica i tak nie słynie z uprzejmości mieszkańców, a ty jeszcze masz przy sobie coś, czym wyraźnie można zrobić drugiemu człowiekowi ku-ku i nawet się z tym nie kryjesz.
Chłopak poczuł, że się czerwieni. Przez swój ślepy upór zachował się bardziej bezmyślnie niż zwykła, sprzedająca się łajza.
-Za bystra jesteś jak na dziwkę. - Rzucił niechętnym tonem, choć wcale nie uważał, aby jej uwaga była przejawem mądrości. To raczej swoją bezmyślność uważał za objaw jego własnej głupoty. - Nie było miejsca w burdelach, że pilnujesz okolicznych lasów?
Kiedy jego rozmówczyni wybuchnęła gromkim śmiechem, Snowdog pomyślał, że gdyby nie jej brak szacunku do samej siebie, mogłaby być całkiem atrakcyjną kobietą. Miała lekko zakręcone, blond włosy, które gdyby nie były potargane od "pracy" i spięte w bliżej nieokreślony sposób na czubku jej głowy, z pewnością mogłyby sięgać okolicy łopatek, szczupłe, zadbane ciało, zielone oczy i całkiem ładny uśmiech. Niestety, jej skąpy, obcisły strój nie pozostawiał żadnych wątpliwości co do profesji, którą się zajmowała.
-Powiedzmy, ze wolę pracować w terenie. To jak, powiesz mi dokąd zmierzasz?
Kiedy spojrzała na niego jej mina wyrażała tak beztroski stan, że chłopak przekręcił głowę, aby na nią nie patrzeć. Radość innych osób, tylko pogłębiała jego wewnętrzne rozbicie.
-Nad morze. - Rzekł cichym tonem. - Muszę złapać jakiś statek i popłynąć na północ.
-Tam jest zimno, wiesz? - Jej wesoły głos robił się naprawdę irytujący.
-Nie pi***ol? Oczywiście, że wiem. Muszę dostać się na Bornholm.
-A co tam jest takiego ciekawego?
Westchnął głęboko zanim zdołał wyrzucić z siebie odpowiedź. Na samą myśl o celu jego podróży przechodziły go dreszcze.
-Zamek.
Słysząc odpowiedź, jego tymczasowa towarzyszka rzuciła mu spojrzenie, które jasno stwierdzało iż właśnie uznała go za dziwaka.
-Wybrałeś się na wycieczkę krajoznawczą zabierając ze sobą tą maczugę?
Chłopak rzucił okiem na leżące koło niego suburito. Musiał przyznać iż faktycznie dla osoby nieznającej się na sztukach walki, mogło ono przypominać broń jaskiniowca.
-Nie drąż...
Od męczącej go już coraz bardziej konwersacji uratował go zatrzymujący się właśnie obok nich samochód. Widząc to, dziw** stanęła na równe nogi tak szybko jak tylko się dało i zaczęła prezentować swoje wdzięki, jednak odpuściła gdy tylko zobaczyła, że za kierownicą siedzi kobieta. Jak widać zakres jej usług przewidywał rozrywkę tylko dla mężczyzn.
-W taki sposób łapią się teraz okazję? Na cycki? - Samochód prowadziła młoda dziewczyna, która mogła być jego rówieśniczką. Pochyliła się w kierunku otwartej szyby po stronie pasażera przyglądając się nietypowej parze. - Podwieźć was gdzieś? Wyglądacie na zmęczonych.
-Ja chętnie skorzystam. Ta pani jest jednak w pracy. - Chłopak chwycił w rękę broń, jednak kiedy zobaczył wybałuszone oczy właścicielki pojazdu stwierdził, że musi szybko powiedzieć coś co ją uspokoi, zanim się rozmyśli i odjedzie w siną dal, tak jak wszyscy przed nią. - Mógłbym może schować moje rzeczy do bagażnika? W samochodzie nie będę raczej przeprowadzał treningu.
-O... Oczywiście. - Widać było, że dziewczyna nieco się uspokoiła, jednak nie chciał jej dalej niepokoić. Wrzucił plecak i suburito do bagażnika, po czym zajął miejsce na siedzeniu pasażera. Kiedy odjeżdżali jeszcze raz zerknął w kierunku jego niedawnej towarzyszki rozmowy. Żal mu było, że taka wcale nie brzydka kobieta wybrała taką a nie inną ścieżkę życiową, jednak to nie był jego problem. Życzył jej tylko braku klientów i decyzji o znalezieniu nowego zawodu.
-To dokąd zmierzasz? - Zapytała siedząca obok dziewczyna, włączając radio.
-Na północ. Jak najdalej na północ.
Awatar użytkownika
SNOWDOG
Marzyciel-Gaduła+
 
Rejestracja: pt 03 cze, 2016 15:33
Has thanked: 0 time
Have thanks: 10 times
Płeć: Mężczyzna
Posty: 175

Re: Opowiadanie 1: "Przeklęte forum"

Postautor: _Magnolia_ » czw 01 wrz, 2016 20:46

Tymczasem _Magnolia_ szła sobie przez miasto zadowolona ze swojego przebrania, bo na pewno nikt się nie zorientuje, że ona dziewczyna, jeżeli już wezmą ją za młodego mężczyznę. Co prawda gorąco jej było od tych specjalnie zrobionych ubrań, które chowają wszelkie damskie cechy, tym bardziej, że tego dnia żar lał się z nieba jak na złość, a sztuczne wąsy i broda łaskotały jej twarz, że miała ochotę ciągle się drapać. Ale nie tym się przejmowała najbardziej. Idąc zauważyła, że miasto jest smutne i przygnębione. Dzieci zamiast bawić się w gronie swoich rówieśników, trzymały się blisko albo matki albo ojca albo w ogóle się nie widywało. Rozmowy były pozbawione radości, śmiechu, nawet kłótni, jak to normalnie bywa na targach. Coś tu nie gra. Zanim przystąpiła do realizacji swojego genialnego planu, miała najpierw zbierać informacje. A gdzie zbierać jak nie na targu i w karczmie? Na targu była i niczego się nie dowiedziała, ludzie byli jacyś nieufni, od razu siedzieli cicho gdy tylko przechodziła obok. W karczmie na pewno ktoś coś powie, szczególnie po kielichu każdy robi się wygadany, czy to ze złości, czy to z żalu czy euforii, tylko trzeba umieć poprowadzić rozmowę.

Stanęła przed pierwszą drewnianą karczmą na którą napotknęła, ze zdecydowaniem popchnęła drzwi, które obowiązkowo musiały trzeszczeć dla efektu, i z satysfakcją westchnęła, że na pierwszy rzut oka panowały pewne standardy. Przy okrągłych stoliczkach siedzieli faceci w różnym wieku grający w karty, a nawet w warcaby, pod nimi walał się syf pod tytułem "żarcie w dekompozycji, kurz i inne niezydentyfikowane elementy", w powietrzu wisiała mgła od papierosów, przy jednej ścianie kominek, przy drugiej, w kącie pianista grał na nerwach, a przed nią, na samym końcu, za ladą tłusty barista czyszczący ściereczką szklankę, a za nim półki z alkoholem i lustro, a nad lustrem łeb łosia. Jedynie było zbyt cicho i poważnie, ale wszystkie oczy były skierowane na nią.

Zdecydowała, że pójdzie najpierw do baristy, potem będzie rozmawiać z klientami grając w warcaby, już miała stolik na oku. Usadowiła się przed nim i poprosiła o wodę.

- Wodę? Dobrze słyszałem? A może wódę?
- Nie, chcę wody, tylko pitnej, ze studni.

Zaśmiał się ukazując szczękę, gdzie co ząb to przystanek, a te kilka zębów były przeważnie ze złota bądz czarne od próchnicy.

- Jak pan chce wody, to na zewnątrz jest wodopój dla koni.

I znów się śmiał. _Magnolia_ spokojnie na niego popatrzyla, przywykła już do takich scen, nagle złapała go jedną ręką za koszulę, zbiżyła do siebie, a drugą przybiła nożem kawałek ubrania do lady. Gdy kątem oka zauważyła odbicie lustra, że wszyscy się patrzą, uśmiechnęła się do niego i jeszcze raz poprosiła o wodę, po czym puściła go. W mgnieniu oka dostała co chciała, czysta, krystaliczna woda w lśniącej szklance, a przy tym gwarancję, że nikt się do niej nie zbliży, ale uważać nadal trzeba, bo różnie bywa.

- Dziękuję. Mam jeszcze jedną prośbę, chciałbym wiedzieć czy jest w toku żałoba, bo miasto na takie wygląda.

Po jej akcji zbladł, ale zaskoczyło ją, że jeszcze bardziej pobladł. Szeptem odpowiedział:

- nie, to z powodu klątwy.

Jakby chcąc podkreślić swoje słowa wytrzeszczył oczy i spoglądał na lewo i prawo czy ktoś ich nie słucha. Usłyszała gdzieś w oddali szurające o podłogę krzesło z przenikliwym odgłosem i zanim się obejrzała, ktoś złapał za jej ramię, wtedy ujrzała starszego pana z oczami szaleńca wrzeszczącego:

- z daleka od zamku! Z daleka od zamku! Jeśli chcesz żyć!

Wystraszyła się, czegoś takiego się w życiu nie spodziewała. Co prawda nadal była ostrożna, ale ledwo echo szurania się zakończyło, a tu gość stał przy niej ściskając ramię swoimi kościstymi palcami. Dwóch złapało za jego ramiona i go odsunęli od niej. Inni kiwali głowami na potwierdzenie jego słów. Gdy trochę serce przestało jej tłuc w żebra, cicho zapytała baristę z tonem spiskowca:

- dokładniej? Chętnie wysłucham tę historię.

Ale on pokręcił nerwowo głową i po prostu uciekł na zaplecze, zamykając za sobą drzwi na klucz. Panowie, wy poważnie? A może przyleciał jakiś "czarodziej", co to z niego dobry iluzjonista i oszusta, że wszystkich straszy i wykorzystuje wasz strach do jego celów? Gdy znów przypominała słowa starca, zrobiło się jej szkoda tych wszystkich ludzi. Pokręciła głową. Nie, ciekawość mnie zżera, to tylko babska ciekawość! Dyskretnie popatrzę tu i tam i zwinę żagle. Wypiła ostatni łyk i wyszła. Z ulgą wdechnęła świeże morskie powietrze, spojrzała w niebo. Nadchodzi burza od południowego wschodu. Chyba jeszcze dziś zdążę czegoś więcej się dowiedzieć.
Doszła dosyć blisko do zamku, dobrze, że dalej ciągnął się sznur targu, więc mogła jemu się przyjrzeć zapamiętując ilu i gdzie jest strażników, jak są ułożone skrzydła, wszystko co trzeba, gdy tymczasem udawała, że ogląda z zainteresowaniem na produkty, od czasu do czasu targując się o cenę. Zauważyła kilku strażników podchodzących do niej uzbrojeni po zęby, a może tylko przez przypadek szli w podobnym do niej kierunku? Uciekać nie miało sensu, ani szybkim krokiem odejść, bo by wzbudziło tylko podejrzliwość. Jednak do niej podeszli i zażądali by za nimi poszła. "Za nimi" teoretycznie, w praktyce dwóch szło przed nią i dwóch za nią, jakby była więzniem.

W końcu znalazła się w dużym salonie na trzecim piętrze, mogła sobie w nim pospacerować dzięki czemu przez okno mogła zobaczyć gdzie ona jest. Niżej, trochę z boku, była stajnia. Przy drzwiach stało dwóch strażników. Było za wcześnie cokolwiek teoryzować, jedynie uznała, że to dobry znak skoro nie siedzi w lochach. Usłyszała zbliżający się stukot butów na obcasie z korytarza, zobaczyła uniżającą się klamkę i... Weszło "coś", co spowodowało, że _Magnolia_ stanęła jak wryta, nie z powodu "klątwy", ale z odrazy zmieszaną z przerażeniem. Serce podjechało jej do gardła, a dusza darła się na całe gardło. Na pewno z zewnątrz było widać, że stoi jak idiotka, a raczej jak idiota biorąc pod uwagę takie a nie inne okoliczności, z rozdziawioną gębą i rozszerzonymi oczami. Gdy się opanowała, połknęła z trudem ślinę, żeby przepchnąć serce na właściwe miejsce, stwierdzając z ulgą, że nie przez takie rzeczy człowiek może wyzionąć ducha. Ten stukot było od butów tego "coś", ma na sobie kieckę taką zbyt napompowaną, co podpowiada, że jest z płci żeńskiej. Takiej paskudnej twarzy jeszcze w życiu nie widziała, Meduza przy niej to Misska Świata, do tego widać było, że rozsadza ją gniew i wskazując na nią palcem jak na psa, wydarła się:

- kim jesteś i czego chcesz? Myślałeś, że cię nie zauważyliśmy jak kręcisz się od kilku dni koło zamku? Ty draniu! Ty łobuzie!

Wypowiedziała ten "ty" i wszelkie nazwy osobników ze świata przestępczego i kryminalnego, że co chwila jej ofiara wycierała z twarzy krople śliny rozglądając się za parasolką. Gdy wreszcie zająknęła się, _Magnolia_ punktualnie wykorzystała okazję by stanąć w swojej obronie:

- proszę mi wybaczyć, na pewno zostałem pomylony z kimś innym. Przecież dopiero dziś wszedłem na miasto, mogę nawet pokazać dokumenty potwierdzające wejście, z datą i godziną.

Sięgnęła ręką powolnie do kieszeni, żeby potworka nie wystraszyć, a ona nagle:

- straż! Ratujcie!

Co!? Szczęka jej opadła z szoku, ale nie było czasu zbierać, bo strażnicy zaatakowali za pomocą mieczy. Przestając słuchać tych histerycznych wrzasków, zaczęła się bronić sztyletem i mieczem. Z drzwi, niczym rzeka, weszli następni jakby ona była legendarnym chińskim wojownikiem do którego trzeba pół wojska by go powstrzymać. Szybko dała z kolana w klejnoty jednego, drugiego łokciem w zęby, biegnąc do okna rzuciła sztylet do liny trzymającą żyrandol, mając nadzieję, że trafi. Rzucając się w okno widziała, że miała szczęście i żyrandol spadł zatrzymając na kilka cennych chwil żołnierzy. Huk roztrzaskanego okna zabrzmiał w jej uszach, a podczas lotu wzięła do tyłu rękaw, gdzie miała na przedramieniu zmodyfikowaną kuszę i mierząc w ścianę strzeliła hak, który wbił się w oczekiwane miejsce, pozwalając zatrzymać lot i bokiem biegła w stronę stajni trzymając się liny. Gdy była wystarczająco blisko stajni, obcięła mieczem linę, wskoczyła na dach, następnie przez boczne okno. W środku konie rżały nerwowo, wybrała pierwszy lepszy i nim wyjechała na dwór. Nawet jeżeli ktoś będzie strzelał, to i tak miała na sobie cienką kolczugę prosto z Japonii, która miała zatrzymać każdy strzał, choć wolała nie testować na sobie prawdę. Miała nadzieję, że nie zamknęli drzwi ani bram, ale właśnie zaczynali zamykać. Przyspieszyła jeszcze bardziej bieg, koń już się ślinił z wysiłku, ale zdążyli, z hukiem wszystko zamknęło się za nimi.

Wybiegła przed dziedziniec zamku, ale nie spodziewała się, że na jej drodze stanie olbrzymi wóz. Koń ostro zahamował, łeb spuścił, a ona wyfrunęła poza siodło na wóz, wpadając po drodze na kilka osób. Biegiem wstała i znów wlazła na konia. Gdy już znalazła się daleko, jakaś dziewczyna wołała by stanęła, ale nie było czasu przepraszać ani zapłacić za szkody. Skierowała się w kierunku lasu. Niestety musiała zrobić kawał drogi aby oddalić się od zamku i w nocy skraść się do portu do swojego statku jak jakaś złodziejka. Nienawidziła wracać w taki sposób. Zwolniła, zatrzymała się przy małej rzeczce, obmyła twarz i zaczęła zdejmować swoje przebranie. W specjalnym ubraniu miała kilka cienkich ciuchów, ale włożyła na siebie tylko te zupełnie czarne, a resztę musiała zakopać. Gdy chciała wrzucić do dziury pod pień, z kieszeni spadł mały notatnik. Jak tam się dostał? Zdziwiona zaczęła go przeglądać, ale wyglądało na to, że jest zaszyfrowany, jakieś cyfry, rysunki, na pierwszy rzut oka wyglądające na mapy. Dziwne, bardzo dziwne, ale nad tym będzie myślała pózniej. Schowała do kieszeni i czekała na wieczór.
"Tyl­ko dwie rzeczy są nies­kończo­ne: wszechświat oraz ludzka głupo­ta, choć nie jes­tem pe­wien co do tej pierwszej" - Albert Einstein.
Awatar użytkownika
_Magnolia_
Łapacz chmur
 
Rejestracja: pt 12 paź, 2012 20:11
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 26 times
Have thanks: 18 times
Płeć: Kobieta
Medals: 1
Posty: 978

Re: Opowiadanie 1: "Przeklęte forum"

Postautor: burak » wt 22 lis, 2016 20:34

– Niech to szlag trafi – głośno zaklął, podnosząc się z ziemi. Jakiś młodzik przewrócił go, gdy spokojnie sobie szedł obok wozu. Biedny stary chłopowina szedł na zamek. Miał nadzieję na pracę i wyżywienie. Pragnął także, posiedzieć przy kominku w zamkowej bibliotece i poczytać stare księgi. Doskonale zadawał sobie sprawę, że trudno będzie mu się dostać do królewskiej biblioteki. Będzie miał szczęście, gdy znajdzie jakąś robotę, a tej to się nie bał. Był przyzwyczajony do ciężkiej pracy na roli. Całe życie sadził i wykopywał buraki. Już jego pradziad stwierdził, że buraki najlepiej rosną na ich polu. Od wielu lat rodzina zajmowała się uprawianiem buraków. Teraz gdy na gospodarstwie została córka z zięciem, postanowił zadbać o siebie. Podszedł do bramy i zastukał ciężką kołatką.
– Kogo tam licho niesie?
Już miał zamiar się wycofać, ale w głowie rozległy się słowa dziadka: Wnuku, nigdy nie rezygnuj z realizacji swoich planów.
– To ja.
– Co za ja? Coś za jeden? Nie wpuszczamy włóczęgów i darmozjadów. Odpowiadaj!
– To ja, burak. Szukam pracy za wyżywienie. Nie chcę żadnego wynagrodzenia. Miska jadła i snopek siana mi wystarczy. Zapracuję, jestem robotny i wielu fachów w życiu się nauczyłem.
Po drugiej stronie zapanowała cisza. Biedny starzec cierpliwie czekał. Wiedział, że jeżeli nie został od razu przegnany, to istnieje nadzieja na otwarcie bramy. Poprawił swoją starą kurtkę, wygładził. Worek z niewielkim dobytkiem postawił za sobą. Nie chciał, aby oceniono go po wyglądzie tobołka. Po dziesięciu minutach w bramie otworzyła się furtka.
– Właź!
Nie było to zbyt zachęcające, ale chłop był przyzwyczajony do takiego traktowania. Chwycił wór i wcisnął się w furtkę. Za nią stało dwóch wartowników.
– Idź do psiarni, tam potrzebny jest pomocnik.
Jeden z wartowników wskazał mu przyklejoną do murów zamku psiarnię. Burak poszedł we wskazanym kierunku, ale cały czas patrzył na ogromny zamek. Od razu zobaczył wybite okno a w nim dwie głowy dworskich lokali. Muszę to zapamiętać – pomyślał. Zamek był wysoki, na każdym rogu potężnej budowli wznosiły się okrągłe wieże. Na ich szczycie dojrzał spacerujących wartowników. Mówili ludziska, że królowa boi się o swoje życie. Podobno jest piękna, któż by odważył się zrobić krzywdę pięknej kobiecie – rozmyślał chłopowina. W końcu dotarł do psiarni. Tutaj już czekał na niego królewski psiarczyk.
– Masz posprzątać, dokładnie posprzątać. Gdy to zrobisz, tam w rogu jest trochę siana, na nim będziesz spał. Dzisiaj nie dostaniesz nic do jedzenia, ale nie waż się podkraść z miski naszych piesków.
– Tak jest, panie.
Chłop zaniósł swój tobołek i położył obok sterty świeżego siana. Rozejrzał się po psiarni. Było w niej kilkanaście boksów dla psów. Przed pierwszym z nich stała szufla i duża miotła. Po chwili trzymał je w ręce i zajrzał do pierwszego boksu. Na wygodnym łóżku leżała jakaś owłosiona kulka.
To jest pies? – zadał sobie pytanie i wszedł do środka. To rzeczywiście był piesek, a raczej suczka. Doszedł do takiego wniosku widząc jedną kałużę i niewielką kupkę. Szybko uwinął się z robotą i poszedł do kolejnego boksu. Po drodze znalazł wielki drewniane wiadro na odchody. Pracował przez trzy godziny. Po tym czasie pojawił się psiarczyk. Sprawdził efekty pracy buraka.
– No, postarałeś się. Chodź, pokażę ci, gdzie jest jedzenia dla piesków królowej.
– To są pieski samej królowej?
– A co myślałeś? Tu wszystko jest królowej, ty też jesteś jej własnością.
– A gdzie jest król?
– Króla nie ma, nad nami panuje królowa, QueenDream, jaśnie oświecona, pani dnia i nocy...
– A dlaczego nie ma króla? – Przerwał mu burak. Wiedział, że wymienianie tytułów królowej może potrwać kilka godzin.
– Ej chłopku, nie dopytuj się o takie sprawy, bo skończysz na szubienicy. Gdy będziesz miał szczęście, to może spotkasz się z gilotyną. Wszyscy, którzy zamarzyli o naszej królowej, tak skończyli. Tylko paru miało szczęście i zostali banitami. Nikt nie wie, dlaczego, ale ja tam wolę się nie pytać.
Psiarczyk pokazał burakowi składzik z jedzeniem. Biedny chłop nigdy nie jadł takich smakołyków, ale nie zamierzał skorzystać z nieuwagi swojego nowego przełożonego. Dużo dowiedział się burak o zwyczajach panujących na królewskim dworze. Opiekun piesków okazał się dobrym rozmówcą. Lubił chwalić się swoją wiedzą na temat plotek krążących wśród służby. Późnym wieczorem strudzony przebytą drogą i pierwszą pracą dla królowej zasnął na swoim legowisku.
Awatar użytkownika
burak
Marzyciel-Gaduła
 
Rejestracja: pn 21 lis, 2016 18:47
Has thanked: 0 time
Have thanks: 0 time
Płeć: Mężczyzna
Marzenie: wydać
Posty: 58

Re: Opowiadanie 1: "Przeklęte forum"

Postautor: burak » wt 29 lis, 2016 21:18

Rano został brutalnie obudzony przez królewskich strażników.
– Wstawaj chłopku, pójdziesz z nami. Koniec wylegiwania się na wygodnym posłaniu.
Może i było to komfortowe legowisko dla biedaka, ale na pewno nie dla dworzanina, czy gwardzisty. Burak szybko zerwał się na nogi i chwycił swój tobołek.
– Zostaw ten worek, nie będzie ci potrzebny. – Polecił najstarszy rangą halabardzista.
– Mam tam narzędzia – spróbował wyjaśnić.
– Powiedziałem, zostaw, narzędzia i to porządne czekają na ciebie.
– Gdzie idziemy?
– Nie musisz wiedzieć, zbieraj się i to szybko.
Halabardzista ruszył, burak za nim a na końcu gwardzista. Wyszli z psiarni i skierowali się do zamku. Szli szybko i po chwili weszli bocznymi drzwiami do dużego przedsionka. Chłop zobaczył jedynie stojaki z halabardami i mieczami. Opuścili pomieszczenie i skierowali się na schody. Były wąskie i strome. Na ścianie, co kilka metrów paliła się pochodnia. W końcu dotarli do drzwi, żołnierz przystanął i nasłuchiwał.
– Zaraz wejdziemy do sali. Masz zachowywać się bardzo cicho. Naprawisz okno, szybko i po cichu, będziemy cię pilnowali. Gdy skończysz pracę, wrócisz do psiarni. Zrozumiałeś, chłopku?
– Tak jest, panie.
– Wchodzimy.
Powoli otworzył mocno okute drzwi i wszedł do środka, za nim burak i drugi żołnierz. Dowódca głową wskazał wybite okno i przyłożył palec do ust. Burak zrozumiał ten gest, wszedł na palcach i powoli podszedł do okna. Zobaczył stertę listewek różnej grubości oraz równo pocięte tafle szkła okiennego. Spojrzał na okno. Ocenił, że musi naprawić jedno skrzydło, drugie ocalało. Wybrał odpowiednią listwę i przymierzył do okna.
– Panie, ja muszę dociąć listwy – zwrócił się szeptem do żołnierza. Tego nie da się zrobić po cichu, będzie hałas.
– Chłopie, jak obudzisz królową, to stracisz głowę.
– To jak mam to zrobić?
– Może poczekamy, aż królowa się obudzi – zaproponował, mając nadzieję na uratowanie głowy.
– Okno ma być gotowe, nim wstanie, zrozumiałeś?
Musiał zabrać się do pracy. Dokładnie zmierzył długość listwy, chwycił piłę do drewna i powoli zaczął ucinać. Mimo jego starań, po dużej sali rozniósł się hałas piłowanego drewna. Co chwilę przerywał, by znowu zacząć. Nie udało się. Do sali wpadła jedna z dworek w zielonym szlafroku, narzuconym na białą koszulę nocną. Burak zdążył jeszcze dojrzeć ogromną głowę dworki całą w papilotach, nim usłyszał jej głos:
– Ciszej chłopku, obudziłeś mnie, obudzisz królową. Przestań hałasować.
– To jak naprawię okno?
– Nie wiem, ale tutaj nie możesz tego robić. Idź gdzieś i przyjdź z gotowym oknem.
– Tak jest, pani.
– Jestem damą dworu, a nie zwykła panią. Mam na imię Laurelin. Zapamiętaj sobie, jeżeli ci życie miłe. A teraz wynocha.
Żołnierze nie śmieli spojrzeć na Laurelin. Stali z nisko schylonymi głowami. Burak pozbierał listewki, narzędzia. Zostawił jedynie szyby. Po kilku minutach znalazł się ponownie w przedsionku straży.
– Panie, może pójdziemy do stolarni, przecież na zamku jest.
– Chłopku, pewnie, że jest... zamknięta.
– Dlaczego?
– Stolarze nie zdążyli zbudować na czas szubienic i poszli pod topór.
– Chodźmy do niej szybko. Ile mam czasu?
– Godzinę. Gdy królowa wstanie, a okna nie będzie, to...
Nie dokończył. Burak doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji. Zaczął żałować, że przybył na zamek. Nie spełnią się jego marzenia, nie tutaj, nie przy takiej królowej. Będzie musiał poszukać innego dworu, innego królewskiego zamku. Szkoda mu było tego miejsca. No cóż, ale życie jest ważniejsze, przecież chciał jeszcze tyle zobaczyć. Marzyła mu się bogata biblioteka, w której usiadłby w kąciku i czytał, czytał. Strażnicy długo otwierali stolarnię, czas szybko płynął.
W końcu wpadł do środka.
– Nie przeszkadzajcie mi, nie lubię, jak ktoś gapi się na mnie w czasie pracy.
– Zostawmy go samego, to jego ostatnia godzina życia. – Zdecydował dowódca.
Burak nie zamierzał naprawiać okna, rzucił narzędzia i listwy w kąt i szukał drugiego wyjścia. Znalazł małe drzwi, otworzył je.
– To magazynek, stąd nie ma wyjścia – szepnął do siebie.
Wycofał się i szukał dalej. Znalazł.
– Cholera, tu też jakaś graciarnia – stwierdził już głośno.
Miał porzucić i ten schowek, ale zobaczył gotowe okna. Natychmiast wybiegł i odszukał listwę, którą odrzucił, gdy tylko znalazł się w stolarni. Chwycił i pobiegł do małej kanciapy. Przymierzał i przymierzał. W końcu znalazł okno o idealnie pasujących rozmiarach. Zabrał i pobiegł do strażników.
– Zrobiłem, możemy wracać do komnaty.
– Tak szybko? Dobry jesteś, buraku. Chodźmy, może zdążysz wstawić okno.
Teraz chłop szybko prowadził trzyosobową grupkę. Do komnaty wszedł pierwszy i zobaczył kilka dam dworu. Stały przed oknem i zastanawiały się, kto tym razem straci głowę.
– Mówię wam, na pewno będziemy miały nowego dowódcę straży.
– Dafne, wiem, że podoba ci się ten rycerz Rytygier, ale nie wiem, czy będzie chciał objąć to stanowisko.
Burak przyjrzał się damie Dafne. Kruczoczarna, z długim warkoczem. Nałożyła piękną, bogato zdobioną niebieską suknię. W ręce trzymała książeczkę i na niej chłopina skupił swój wzrok.
– Podoba się, nie będę tego ukrywała, ale tylko podoba. Ruto, a tobie, który rycerz skradł serce?
Nim odpowiedziała, poprawiła jasnorude włosy, w które wpięła mnóstwo liści. Wygładziła żółtą suknię, uważając na trzynaście medali wpiętych w aksamitną tkaninę. Dafne zrobiła to samo, również pogłaskała swoje dziesięć medali.
– Przestańcie poprawiać suknie, przyszedł chłopek wstawić okno – powiedziała trzecia z dam.
Burak z wdzięcznością spojrzał na dwórkę w jasnofioletowej sukni. Ona miała tylko jeden medal. Skłonił się damom i ruszył w kierunku okna, gdy nagle otworzyły się drzwi...
Awatar użytkownika
burak
Marzyciel-Gaduła
 
Rejestracja: pn 21 lis, 2016 18:47
Has thanked: 0 time
Have thanks: 0 time
Płeć: Mężczyzna
Marzenie: wydać
Posty: 58

Re: Opowiadanie 1: "Przeklęte forum"

Postautor: burak » pt 02 gru, 2016 21:37

Do sali wkroczył szambelan Borcejn. Przyglądał się damom dworu, każdą taksował od góry do dołu. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć.
– Jej Wysokość, Królowa QueenDream w samo południe ogłosi, że po długich rozważaniach podjęła decyzję o zamążpójściu. Wszyscy mieszkańcy zamku mają obowiązek stawić się na placu zamkowym. Uroczystość uświetni ścięcie jednego poddanego.
Wśród dam zapanowało lekkie poruszenie. Kto miał zostać ścięty? To był temat do rozważania na najbliższe cztery godziny. Jednego były pewne, to będzie mężczyzna, kobiety po prostu znikały. Szambelan rozejrzał się i dostrzegł buraka.
– Dlaczego okno nie jest jeszcze naprawione? – zapytał strażników.
– Szambelanie, przyprowadziliśmy stolarza, zaraz będzie wstawione. – Wyjaśnił i popchnął chłopa.
Nieborak nie czekał, zabrał się do pracy i po minucie zawisło nowe skrzydło okna. Pasowało idealnie. Odetchnął z ulgą i wycofał się w kierunku drzwi.
– Stój! – krzyknął szambelan i ruszył w stronę chłopa. – Nie znam cię, nie widziałem wcześniej. Co robisz na królewskim dworze?
– Panie, przyszedłem wczoraj za pracą. Nie macie stolarzy, a ja się trochę znam na ciesielce, więc naprawiłem...
– Widzę – przerwał mu królewski urzędnik. – Nie musisz mi tłumaczyć tego, co sam doskonale widzę. Odpowiedz, po co przybyłeś na dwór?
Burak nie bardzo wiedział, do czego zmierza szambelan. Postanowił jednak odpowiedzieć zgodnie z prawdą.
– Umiem czytać i pisać. Chcę posiedzieć w królewskiej bibliotece i poczytać.
Szambelan zaniemówił. Jeszcze nie zdarzyło się w jego karierze na zamku, aby jakiś przybłęda prosił o umożliwienie mu przeglądanie ksiąg. To przechodziło wszelkie wyobrażenia. Nikt do tej pory, nawet spośród mieszkańców zamku nie ośmielił się zajrzeć do biblioteki, nie mówiąc o tym, aby coś w niej napisał. Kilku próbowało jedynie w przedsionku zostawić jakieś listy pochwalne dla królowej. Szybko jednak zrezygnowali, widząc, że królowa patrzy na nie niechętnym okiem. Widocznie były zbyt ubogie w opisy jej cnót.
– Wracaj do obory, tam jest twoje miejsce. Porozmawiam z Królową. – dodał z wyraźną satysfakcją.
Burak zauważył jego minę, nie wróżyła nic dobrego. Szybko wycofał się i pobiegł do psiarni. Tutaj czuł się bezpiecznie. Nie żałował jednak słów wypowiedzianych w komnacie. Wóz albo przewóz, to była jego motto.
– Wróciłeś – stwierdził psiarczyk, widząc chłopa. – Nie każdy stamtąd wraca. Miałeś szczęście.
– Może i miałem, ale zasłużyłem na nie. Naprawiłem okno. – Pochwalił się i dumnie wypiął cherlawą pierś.
Psiarczyk machnął ręką i zapytał:
– Podobno ma być egzekucja na placu w samo południe, wiesz coś na ten temat?
– Będzie egzekucja, ale nie wiem, komu kat zetnie łeb.
– Ciekawe. Wszyscy plotkują, kto mógł podpaść Królowej. Ludzie zakładają się i typują. Największe szanse na ten zaszczyt ma kapitan straży, ale nigdy nic nie wiadomo. Pożyjemy, zobaczymy.
Przez następne godziny burak sprzątał psiarnię. Pół godziny przed dwunastą usłyszał bębny wzywające mieszkańców zamku na plac. Sam nie miał zamiaru iść, ale został zmuszony przez psiarczyka.
– Chłopie, musisz iść. Nie możesz zostać, strażnicy zaraz będą sprawdzać, czy wszyscy opuścili pokoje i miejsca pracy. Ci, których znajdą, spędzą noc w lochu. Idziemy.
Wyszli i poszli na plac. Zbliżało się południe. Rozległy się fanfary, a na balkonie pojawiła się Królowa. Poczekała, aż trąby umilkną i skinęła na strażników, a ci momentalnie pojawili się obok buraka. Złapali go pod pachy i siłą zaciągnęli na podwyższenie, na którym stał już kat z ogromnym toporem.
– Ten człowiek śmiał prosić o wejście do królewskiej biblioteki – oznajmił marszałek dworu, Nieogarnięty. – Nikt nie ma prawa tam przesiadywać – kontynuował. – Nikt nie ma prawa tam pisać. Pisanie jest zabronione, jest marzeniem ściętej głowy. Kacie, czyń swoją powinność.
Nim burak zdążył się zorientować, o co w tym wszystkim chodzi, już miał głowę położoną na pieńku. Zdążył jedynie pomyśleć – to nie tu powinienem przyjść.
Spadł topór, a głowa buraka potoczyła się po podwyższeniu i wpadła do wora. Tłum wiwatował.
Awatar użytkownika
burak
Marzyciel-Gaduła
 
Rejestracja: pn 21 lis, 2016 18:47
Has thanked: 0 time
Have thanks: 0 time
Płeć: Mężczyzna
Marzenie: wydać
Posty: 58


Wróć do Opowiadania forumowe

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości